Pokazywanie postów oznaczonych etykietą School live. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą School live. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2015

School live - chap#12


(POV SEHUN)
-Czy mnie coś kurwa ominęło? – powiodłem wzrokiem po naszej niedoszłej ‘paczce’.
-Nie, skądże – prychnął sarkastycznie Tao.
-No to mnie oświeć, panie i władco gruzu – wywróciłem oczami. Czarnowłosy spojrzał na mnie z pogardą i wstał od stołu. Po zebraniu swoich rzeczy ruszył dumnie ku wyjściu. O matulu, jaki wrażliwy. Okresik?
-Hun, ruchaj jeszcze więcej Luhana, to nie zauważysz, kiedy pomrzemy – mruknął Kris.
-Z dziką przyjemnością, ale nie będę aż tak na niego naciskał. Dam mu jeszcze godzinkę odpoczynku – uśmiechnąłem się szeroko, na co Wu pokręcił głową. – To jak? Dowiem się co jest na rzeczy?
-Baek i Jongin się rozstali – wyjaśnił Kyungsoo i zerknął na wyraźnie wkurzonego Byuna.
-NO NARESZCIE! MYŚLAŁEM, ŻE TO BĘDZIE TRWAĆ WIECZNOŚĆ – ryknąłem i rzuciłem się do swojego przyjaciela.
-Chciałeś, żeby zerwali? – Jongdae zakrztusił się sokiem.
-Tak właśnie, nie pasowali do siebie od samego początku, ale nie chciałem nic mówić – rozradowany uszczypnąłem Baeka za policzek. – A tak swoją drogą…. Jesteście razem czy coś? – zlustrowałem Chena i Xiu, którzy siedzieli zdecydowanie za blisko siebie (ręka leżąca prawie, na kroczu można zaliczyć do siedzenia obok siebie?).
-No tak nie do koń.. – zaczął Chen.
-Jesteśmy – przerwał mu Xiu i przejechał po udzie bruneta. Ten posłał mu długie spojrzenie, po czym nieoczekiwanie usiadł na nim przodem i wbił się w jego wargi. Usłyszeliśmy stłumiony śmiech Xiumina, kiedy oddawał słodkie pocałunki Jongdae.
-Okeeeej – zamknąłem usta (tak, opadła mi szczęka) i odchrząknąłem. – Teraz pozostała ostatnia kwestia. Gdzie Lejsik?
-A huj go wie – prychnął Kris. Moja szczęka opadła po raz drugi. No nieźle.
-Koniec miełości?
-A żeby ona jeszcze kiedykolwiek była – blondyn dumnym gestem strzepnął pyłek z ramienia.
-Yyy, przez ostatnie dwa tygodnie kleiłeś się do niego jak woźny do miotły…
-Raczej on do mnie – Baekhyun słysząc to nie wytrzymał i zaczął śmiać się w głos.
-Nie rozśmieszaj mnie, proszę cię – wyjęczałem pomiędzy salwami śmiechu. Wu prychnął urażony i również wyszedł ze stołówki. Spojrzałem na Baeka i przysunąłem się do niego bliżej.
-Spowiadaj się – mruknąłem.
-Ok, tylko zaparzę naszą ulubioną kawę – zaśmiał się.

*
(POV BAEKHYUN)
-Już mi lepiej, dziękuję – uśmiechnąłem się do drobnej szatynki, która jest naszą szkolną pielęgniarką.
-Cieszę się, ale musisz jeszcze troszkę poleżeć, dobrze? – omiotła mnie badawczym spojrzeniem. – Ja póki co wychodzę.
-Dobrze – skinąłem głową i usiadłem na łóżku. Tylko zasłabłem, o co takie halo? Kobieta po raz ostatni spojrzała na mnie i wyszła z gabinetu. Zasunąłem do końca kotarę i rozłożyłem się wygonie. Już odpływałem, kiedy drzwi otworzyły się gwałtownie i z hukiem zamknęły. Biała zasłonka gwałtowanie zafalowała i przede mną stanął zdyszany Chanyeol.
-To prawda? – złapał mnie za ramiona.
-Spokojnie, to tylko zasłabnięcie – mruknąłem zażenowany. Tak się o mnie martwi, to słodkie.
-Zerwałeś z Jonginem?! – aha. Gdybym mógł to zdzieliłbym się w twarz. Odwołuje, nic w tym przerośniętym debilu nie jest słodkie.
-Tak… - spuściłem wzrok.
-Cudownie – mruknął i pochylił się od razu zajmując moje usta. Sapnąłem zaskoczony, ale podniosłem głowę do góry, dając mu łatwiejszy dostęp do moich warg. Chłopak złapał za mój policzek dosuwając do siebie, jego zwinny język wsunął się do moich ust. Zalała mnie fala ciepła, która nie była wystarczająca. Potrzebowałem ciała, które będzie dociśnięte do mojego. Złapałem więc za jego marynarkę i pociągnąłem do siebie, jednocześnie kładąc się na łóżku (w tej chwili nawet nie czułem, że jest cholernie niewygodne). Yeol znalazł się na mnie i od razu wsunął dłonie pod moje ubranie.
-Dokończę teraz to, co zacząłem w łazience Luhana – zamruczał nisko patrząc mi w oczy. Zadrżałem słysząc ten głęboki głos, tak bardzo go uwielbiam.
-Śmiało – wyszeptałem i złapałem za jego pasek od spodni, swobodnie go rozpinając. Chłopak podniósł brwi  i uśmiechnął się łobuzersko. Gdy tylko uporałem się z zamkiem złapał za moją dłoń i włożył ją bezpośrednio do swoich bokserek. Podobało mi się, cholera. Jak mi się to wszystko podobało. W przypływie śmiałości wziąłem jego męskość w dłoń i zarumieniłem się lekko czując jakiej jest wielkości. Ten czując dotyk w wrażliwym miejscu wypuścił z sykiem powietrze i z żądzą wbił się w moje wargi. Moje palce przesunęły się po twardniejącym członku, który drgał lekko w mojej dłoni. Sam zacząłem odczuwać konsekwencje naszego zbliżenia. W moich spodniach było zdecydowanie za mało miejsca, ale przestało mnie to obchodzić, kiedy usłyszałem gardłowy jęk wydobywający się z mokrych warg bruneta. Zacisnąłem mocniej rękę, by usłyszeć jeszcze raz ten cudowny dźwięk. Jednak nie dane mi było go usłyszeć, ktoś skutecznie go zagłuszył.
-CO. TU. SIĘ. KURWA. ODPIERDALA? – Jongdae stał z otwartymi ustami naprzeciwko nas i lustrował nasze postacie z niedowierzeniem. Kiedy on…? Chanyeol zamknął oczy i zacisnął mocno szczękę, jego klatka piersiowa zafalowała z furią.
-Liczę do trzech, jeśli nie wyjdziesz stąd w tym czasie, to cię zbiję – wywarczał Yeol.
-A w życiu, martwiłem się o słodziaczka, więc przyszedłem go odwiedzić, nie wolno? – Chen próbował skupić się na twarzy Yeola, ale jego wzrok wciąż zezował w stronę mojej ręki ukrytej w spodniach koszykarza. Spłonąłem rumieńcem i szybko wyciągnąłem dłoń, od razu poprawiając podciągniętą koszulę. Chan jęknął niezadowolony i przeklnął pod nosem.
-Jongdae, przyjacielu mój, cockblockerze, trollingu… Masz jakieś 2 minuty na ucieczkę. W tym czasie zapnę swoje spodnie i pożegnam się z Baekhyunem, rozumiesz? – powiedział Yeol, na pozór spokojnie. Chen słysząc to przełknął głośno ślinę i zerwał się z miejsca. Po niecałych 10 sekundach już go nie było.
-Boże, marzyłem o zerżnięciu cię od jakiegoś pierdolonego miesiąca – powiedział wkurzony zapinając spodnie. Oh, jak miło to słyszeć. Witaj w moim świecie, Park Chanyeol.
-Mi to mówisz? – mruknąłem poprawiając rozwaloną fryzurę. Słysząc moją odpowiedz uśmiechnął się promiennie.
-Naprawdę?
-Phh, nie zadawaj głupich pytań – szturchnąłem go żartobliwie w ramię.
-Wiedziałem – uśmiechnął się triumfująco. – To takie łatwe, w końcu i tak każdy mi ulega.
-Co? – szepnąłem z niedowierzaniem. – Jestem łatwy? Ooh, rozumiem. Kolejna zabawka?
-Baek, to nie tak miało zabrzmieć.
-Tss, ale zabrzmiało. Teraz sobie kończ wszystko sam – warknąłem i wybiegłem z gabinetu. Wiedziałem, że tak będzie. Wstrzymałem cisnące się łzy i ruszyłem w stronę wyjścia ze szkoły.

*

-Nie, nie zgadzam się – tupnąłem nogą. – Za nic! Nie! Nigdzie nie lecisz!
-Ja też tego nie chcę… Ale wrócę… To tylko kilka lat, hyung – Tao smętnie pociągnął nosem. Widząc jego zalane smutkiem ciało przyciągnąłem go do siebie i przytuliłem mocno.
-Nie mogę  w to uwierzyć, jak mam się z tobą pożegnać? – wyszeptałem w jego włosy i poczułem żal zalewający moje serce. Tao się wyprowadza… Teraz uderzyło to we mnie dwa razy mocniej. Wróci po skończeniu liceum...
-Hyung, będę tęsknić – zapłakał w moje ramię i wtulił się we mnie jeszcze mocniej.
-Ja też, pandzioszko – pogłaskałem go po trzęsącej się głowie.

*

Staliśmy małą grupką na zewnątrz lotniska, patrząc jak samolot, w którym siedzi Tao przygotowuje się do odlotu. Minął tydzień od nagłej decyzji rodziców Zitao i teraz nasza mała pandzia opuszczała kraj, na długie dwa lata. Wszyscy pogodzili się z tym, ale smutek nadal był obecny wśród nas. Potarłem ramiona i obróciłem się w stronę swojego najbliższego przyjaciela. Moje oczy rozszerzyły się do rozmiaru pięciu złotych.
-Nie wierzę w to, co widzę! Sehun, ty płaczesz! – obróciłem go gwałtownie w swoją stronę i otworzyłem usta ze zdziwienia.
-To ze szczęścia, pało – mruknął i dyskretnie wytarł łzę z kącika oka. Prychnąłem rozbawiony, ale zaraz znów ogarnął mnie smutek. Spojrzałem na samolot, który właśnie odjeżdżał z pasa startowego. Opuszał mnie przyjaciel, więc cząstka mnie właśnie umierała. Odwróciłem wzrok by nie patrzeć jak samolot wzlatuje. Dzięki temu zauważyłem, że Chanyeol mnie obserwuje. Pociągnąłem nosem czując, że zaraz też się rozpłaczę. Widząc to Chan bez namysłu przyciągnął mnie do siebie i ukrył w szerokich ramionach. Wtuliłem się w jego ciepłe ciało i pozwoliłem łzom popłynąć. Czułem się okropnie, ale wsparcie ze strony starszego mnie uspokoiło. Staliśmy tak dłuższą chwilę i zrozumiałem, że zaczynam się zatracać w tym idiocie. Odepchnąłem od siebie tę myśl i odsunąłem się od niego z cichym ‘dziękuję’. Nadal byłem na niego zły, ale zacząłem mięknąć pod wpływem jego starań. Ale ze mnie ciepły klops.
-Sehun, czemu nie wziąłeś nic cieplejszego? – Wu zmarszczył brwi patrząc na trzęsącego się z zimna chłopaka.
-Nie trzeba, jestem wystarczająco gorący – mruknął dzwoniąc zębami. Wu wywrócił oczami, ale zdjął swoją kurtkę i wyciągnął ją w jego stronę. Sehun spojrzał na nią z pogardą.
-Nie chcę, wali potem – prychnął Hun i odwrócił się na pięcie. Ruszył w stronę wejścia na lotnisko. Po drodze zawiał silniejszy wiatr i chłopak zaklął ostro przyśpieszając.
-Boże, z kim ja chciałem być… - Kris pokręcił głową. 


  << rozdział 13 ▲ rozdział 11 >>

A/N: Zacznijmy od tego, czemu dodaję chapter w czwartek, a nie niedzielę. Otóż jedna z czytelniczek ma dziś urodziny (wszystkiego najlepszego, skarbie) i z tej okazji napisałam dla niej szybciej. To chyba najkrótszy rozdział, który powstał, ale z wiadomych przyczyn jest takiej długości, a nie innej. Zaplanowałam go inaczej, ale nie zdążyłabym dzisiaj napisać go w całości. Dlatego smut przenosi się na chapter 13. ;) Zaczyna się akcja pomiędzy Baekyeolem, jesteście szczęśliwi? <3

niedziela, 19 kwietnia 2015

School live - chap#11


(POV KAI)
Odetchnąłem głęboko przecierając spocone czoło. Jest grubo po 21 i siedzimy tu od ponad trzech godzin. Wbiłem się głębiej w kanapę i spojrzałem na Tao, który w pełni sił skakał po Sehunie. Blondyn nie był z tego powodu zadowolony, całkowicie opadł z sił i leżąc płasko na podłodze płaczliwym tonem prosił pandę o odrobinę spokoju. Xing gdzieś zniknął, a trener przed chwilą wyszedł ze studia. Zmęczony chwyciłem za swój telefon i odblokowałem go. Mimowolnie uśmiechnąłem się na widok swojej tapety (klik) i włączyłem twittera. Całkowicie wciągnąłem się w wir nowych informacji i dopiero głośny dźwięk muzyki wyrwał mnie ze swojego świata. Rozejrzałem się po sali i zdziwiony zauważyłem samotnie tańczącego Yixinga. Chłopacy najwyraźniej już się zmyli i zostałem sam z jednorożcem. Odrzuciłem komórkę skupiając się na tańczącym ciele. Muzyka była spokojna, ale jednocześnie pobudzała zmysły. Mocny bas idealnie pasował do rytmu, a płynne ruchy chłopaka dopełniały całości. Zafascynowany przyglądałem się koledze, aż ten nie wyłapał w lustrze mojego wzroku. Obrócił się w moją stronę, ale nie przestał poruszać się w ten hipnotyzujący sposób. Miękko kołysał biodrami i stawiał pewne kroki. Przeszywający wzrok spoczął na mojej twarzy i chłopak zwinnymi ruchami zbliżył się do mnie. Nie mogłem skupić się na niczym innym niż kropelkach potu spływających wzdłuż jasnej szyi, która była idealnie widoczna, gdy Yixing pochylił się nade mną. Kusił, pobudzał. Moje tętno przyśpieszyło, chociaż nie pierwszy raz Lay zachowywał się tak w moim towarzystwie. Boję się, że dłużej  nie dam radę się opierać. Szczególnie, gdy zgrabne uda ocierają się o moje boki, a szczupłe biodra kołyszą nad moim kroczem. 
-Nie duś tego w sobie – wymruczał mi do ucha. Spojrzałem na niego niepewnie, ale nie poruszyłem się. Xing zaśmiał się lekko i obrócił się do mnie tyłem. Od razu przylgnął plecami do mojej klatki piersiowej i pośladkami naparł na moje krocze. Wypuściłem powietrze z płuc czując nacisk, który wraz z ruchami bioder tancerza stawał się coraz mocniejszy. Zhang złapał mnie za rękę nakierował ją na swoje krocze, wzdychając przy tym rozkosznie. Upojony tym cudownym dźwiękiem zacząłem składać mokre pocałunki na bladej skórze szyi. Moja ręka zaczęła zataczać niewielkie kółka, brunet skomentował to zadowolonym jękiem. – Właśnie o to mi chodziło, Jongin. 

*
(POV SEHUN)
-Hunnie, nie chcę iść do twojego domu – Lu wydął policzki i zaparł się nogami przed drzwiami wejściowymi. 
-Lu, nie jesteś tu po raz pierwszy, ogarnij się – westchnąłem ciężko.
-Ale wcześniej nikogo nie było w domu! – pisnął, kiedy otworzyłem drzwi. 
-Spokojnie, to nie przeszkodzi nam w seksie, skarbie – pogładziłem go uspokajająco po plecach, na co ten fuknął wkurzony.
-Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi!
-Poznasz tylko mojego ojca i znikamy w moim pokoju, nie ma co się martwić – rzuciłem mu rozbawione spojrzenie. 
-Ale, ale ja… - wymamrotał Luhan, całkowicie tracąc pewność siebie na widok zbliżającego się do nas mężczyzny. 
-O jesteś! Synu mój cudowny, piękny jak rześki poranek! – zapiał ojciec wlatując do przedpokoju. Luhan zamrugał szybko słysząc powitanie mojego starszego, a ja zaśmiałem się pod nosem. Witaj w rodzinie, Lu. 
-Tato, jak mówiłem… Przedstawiam ci mojego chłopaka, nazywa się Luhan – uśmiechnąłem się szeroko i poruszyłem brwiami. Ten spojrzał na Xiao i zmarszczył się lekko. 
-To jest on? – zlustrował oceniająco blondyna i przyłożył dłoń do policzka (klik). Luhan zażenowany przestąpił z nogi na nogę. – Myślałem, że jesteś z tym jak ona ma no… Czekaj… Tało? Wiesz, czarne włosy, wielkie wory pod oczami.
-Co? O boże, właśnie mnie zemdliło – przed oczami stanął mi obraz Zitao całującego się ze mną. EWWWW.
-Ale powiem ci synu, gust to masz po mnie – na twarz ojca wpłynął zadowolony uśmiech (klik). Przyjrzał się Luhanowi uważniej i kiwnął głową z uznaniem. – Twoja matka jest prawie tak samo ładna jak on! – parsknąłem śmiechem, widząc minę Luhana. – Masz moje błogosławieństwo, synu! Ale pamiętaj! Ciąży nie będzie, ale z rzeżączką nic nie jest pewne! Gumki na pierwszym miejscu! 
-Ojciec – syknąłem patrząc na niego z dezaprobatą. Pociągnąłem za sobą Luhana, który szybko wszedł za mną po schodach. Pomach jeszcze na odchodne mojemu rodzicowi i spojrzał na mnie z przerażeniem. (klik)
-To jest mój teść? – szepnął.
-Tak właśnie – zaśmiałem się. Każdy reagował tak na tego człowieka. 
-No cóż… Będę musiał się przyzwyczaić – mruknął starszy. 
-ŁOŁOŁO! KOGO MY TU MAMY? – na moje nieszczęście u szczytu schodów stał mój głupi brat i jego chłopak. Swoją drogą, cóż za zbieg okoliczności. Ta pizda chodzi z bratem Baekhyuna. – No Hunnie, jestem pod wrażeniem. Jednak go wyrwałeś! 
-Wątpiłeś w to? – prychnąłem. 
-Skądże -  strzała sarkazmu wbiła się w moje serce. – No, ale my się jeszcze nie znamy. Eunhyuk, brat Sehuna – Hyuk wyciągnął dłoń w stronę zdezorientowanego chłopaka. 
-Miło mi, Luhan – blondyn potrząsnął jego rękę. Już otworzyłem usta, by przedstawić mu Taemina, kiedy ten zbył mnie machnięciem ręki.
-My się już znamy – na twarz Tae wpłynął specyficzny uśmiech. – Lulu był w pierwszej klasie liceum, kiedy kończyłem szkołę.
-Stare, dobre czasy – Lu przygryzł wargę i zmierzył całą jego osobę. – Zmieniłeś się, hyung. 
-Ty też – mruknął szatyn. – Już nie jesteś niewinnym maluszkiem, co? 
-Ktoś mnie pozbawił mojej niewinności w pierwszy dzień roku szkolnego – w głosie Lu nie wyczułem urazu, jedynie lekką nostalgię. Spiąłem się i spojrzałem twardo na dwójkę chłopaków. 
-Sam się o to prosiłeś – zaśmiał się Taemin. -  Dobra, miło było, ale my się zbieramy. Do zobaczenia Lulu. 
-Do zobaczenia – Lu posłał mu lekki uśmiech i zdecydowanie za długie spojrzenie. Zaczynało we mnie kipieć. Doskonale wiem jaki Luhan był przed naszym związkiem, ale każda konfrontacja z jego przeszłością wyprowadzała mnie z równowagi. Wkurzony złapałem go za łokieć i pociągnąłem do swojego pokoju. 
-Co to było do cholery? – warknąłem.
-Umm, spotkanie ze starym.. znajomym? – Luhan uśmiechnął się niewinnie i wzruszył ramionami. 
-Wiesz, że to brat Baekhyuna? – sprostowałem.
-No co ty pierdolisz? – oczy chłopaka prawie wyszły z orbit. – Niezłe dzieci produkuje pani Byun, chyba się do niej przejdę i jej pogratuluję. 
-Teraz to ty się nie zbliżysz do ich domu na kilometr – powiedziałem niezadowolony, ten jednak mnie nie słuchał. Dalej był zszokowany nowo poznaną informacją. 
-I pomyśleć, że prawie przeleciałem dwójkę braci – mruknął z niedowierzeniem. 
-Co? – znieruchomiałem. 
-Co ‘co’? Czekaj… O boże, nie powiedziałem tego! – przerażony Luhan przykrył usta dłonią.
-Nie wierzę. Kiedy? – moje ciało zaczęło dygotać. Ta mała gnida…
-Ale do niczego nie doszło! – Lu wyciągnął przed siebie ręce w obronnym geście. Zacząłem zbliżać się do niego dysząc ciężko. – Był zbyt pijany, nic by nie wypaliło!
-Pogrążasz się – warknąłem wściekły łapiąc go za podbródek i przyciskając do ściany. 
-Przepraszam, Hunnie – szepnął kuląc się.
-Jesteś tylko mój, zapamiętaj to sobie. Nikt inny nie może cię dotknąć – wysyczałem zaciskając mocniej palce na jego twarzy. – Rozumiesz? 

Pokiwał lekko głową, patrzył na mnie niepewnie. Przejechałem wzrokiem po jego twarzy próbując opanować rosnącą furię. Przełknąłem ciężko ślinę i wbiłem się w jego usta zachłannie, od razu przenikając językiem do środka. Lu otworzył usta szerzej i ulegle przylgnął do mojego ciała. Jego dłonie kurczowo zacisnęły się na mojej skórzanej kurtce. Złapałem go mocno za włosy i pogłębiłem pocałunek, agresywnie zasysając się na jego języku. Starszy syknął lekko, ale cierpliwie pozwalał na gryzienie jego warg. Gdy zaczęło brakować mi powietrza odsunąłem się od niego i szybko pozbyłem jego kurtki i koszulki. Oddychał ciężko, ale nie usłyszałem żadnego sprzeciwu. Przejechał językiem po spuchniętych wargach, kiedy zszarpałem z niego spodnie. Moja złość nie ulotniła się, wręcz przeciwnie. Patrząc na jego cudowne ciało zdałem sobie sprawę ile osób go dotykało, pożądało i będzie pożądać. Gdy ten chciał uklęknąć złapałem go za przedramię i jednym ruchem obróciłem do ściany. Docisnąłem go do niej i mocno wgryzłem się w jego szyję. Niech każdy widzi, że należy do mnie. Słysząc jego skomlenie przejechałem językiem po skaleczonej skórze, niwelując w małym stopniu ból. Moja dłoń powędrowała do jego krocza i zacisnęła się na ukrytym za bielizną członkiem. Xiao wierzgnął biodrami i jęknął przeciągle, dając upust rozsadzającym go emocjom. Ja w tym czasie rozpiąłem swoje spodnie i zsunąłem je wraz z bokserkami do wysokości kolan. Po chwili to samo zrobiłem z jego slipkami. Zagryzłem wargę patrząc na wypięte w moją stronę pośladki. Cholera, jest taki podniecający. Przejechałem po swoim twardym członku i ustawiłem się naprzeciw niego. 
-Nie, Hunn, proszę – zaskomlał płaczliwie czując jak ocieram się o jego wejście. 
-Zasłużyłeś na to Luhan- warknąłem trzymając mocno jego biodro.
-Ale to mnie będzie boleć – miałknął nieszczęśliwie próbując wyrwać się z mojego uścisku.
-Tak jak powiedziałem, w pełni na to zasłużyłeś – klepnąłem go mocno w pośladek, na co ten wydał z siebie jęk bólu zmieszany z rozkoszą. 
-Już więcej nie będę, przysięgam – wydyszał ciężko. 
-Tego jestem pewien – mruknąłem przygryzając jego kark. – Od teraz masz nawet nie patrzeć na innych, zrozumiałeś? – chłopak pokiwał żarliwie czując jak naciskam na jego wejście, cały czas nie przerywałem składania ssących pocałunków na jego karku i szyi. 
-Proszę, Hunnie – oddychał ciężko, przez jego ciało przechodziły dreszcze. Sapnąłem niechętnie i włożyłem do buzi dwa palce śliniąc je. Po chwili wbiłem je w niego i zacząłem szybko rozciągać jego wnętrze. Chłopak spiął się lekko, ale po chwili usłyszałem westchnienie ulgi i zobaczyłem jak zaczyna poruszać biodrami nadziewając się na moją rękę. Widząc jak kręci tyłkiem nie wytrzymałem i zabrałem palce. Luhan mruknął coś niewyraźnie, ale wypiął się mocniej w moją stronę. Wszedłem w niego bez uprzedzenia, od razu zagłębiając się po same jądra. Ten krzyknął zaskoczony, czułem jak zaczynają uginać się pod nim kolana, więc złapałem go za biodra, kalecząc jego skórę paznokciami. Moje biodra od razu ruszyły, nadając szaleńcze tempo. Zaczynało robić mi się gorąco, ale nie miałem czasu  ani chęci na zdjęcie z siebie ubrań. Byłem skupiony na wygiętych w łuk plecach, głośnych jękach i ciasnym wnętrzu Luhana. Zatracałem się w nim, a to zaczynało być niebezpieczne. Stawał się kimś więcej niż moim chłopakiem i jego odejście było wręcz niemożliwe. Zatrzymałbym go przy sobie nawet siłą. Dlatego teraz wyładowałem na nim swoją frustrację i zazdrość. Nie zwracałem uwagi na to czy jestem zbyt agresywny czy ostry, bo aż za dobrze wiem, że on to uwielbia. Podniosłem dłoń i szybkim ruchem uderzyłem czerwony już pośladek. Zadławił się powietrzem i zadrżał cały. Czując zbliżający orgazm docisnąłem jego klatkę piersiową do ściany i przyśpieszyłem ruchy bioder. W dłoń złapałem jego cieknącego członka i zacząłem go mocno pompować. Nie trzeba było długo czekać, biała ciecz zalała moją dłoń, a głośny jęk odbił się od ścian pokoju. Czując ciasne wnętrze jeszcze szczelniej opinające mojego penisa doszedłem intensywnie w ciele starszego. Wysunąłem się z niego i zapatrzyłem na białą ciecz spływającą po jego zgrabnych udach. Uśmiechnąłem się na ten widok i pocałowałem go lekko w bark. Lu prychnął udając złego i złapał za chusteczki zaczynając się wycierać. Przeczesałem włosy i ubrałem zsunięte bokserki i spodnie. Na pierwszy rzut oka było widać, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. I bardzo dobrze. 

Odprowadzając chłopaka do wejścia spotkaliśmy mojego ojca, który dyszał ciężko i zdejmował z siebie koszulę (klik). Z niewiadomych przyczyn wyglądał jakby brał kąpiel w pocie. Wymijając nas posłał ciepły uśmiech i zniknął w łazience.
-O matulu… - szepnął Lu wykręcając głowę w jego stronę. 
-LUHAN! – warknąłem ostrzegawczo.

*
(POV BAEKHYUN)
Siedziałem koło Jongina intensywnie myśląc. Pewna sprawa nie dawała mi spokoju, przez co nerwowo przygryzałem wargę. To nie tak, że mam prawo być zły. Nie mam, wcale a wcale. A jednak jestem bezpodstawnie wkurzony. Spojrzałem na profil chłopaka i uśmiechnąłem się lekko. Uwielbiam go, nie mogę tego zmienić. Jednak ‘uwielbiam’ to zdecydowanie za mało. Westchnąłem lekko. Kim próbował rozwiązać zadanie z matematyki i szło mu to jak krew z nosa, no cóż nie każdy musi myć geniuszem matematycznym tak jak ja. Przysunąłem się bliżej niego starając wytłumaczyć równanie, ale przeszkodził mi w tym Chanyeol, który wcisnął się między nas. Jong niezadowolony spojrzał na przyjaciela, który dyskretnie przejechał dłonią po moich plecach. Ich spojrzenia się spotkały i mógłbym przysiąc, że zaraz rzucą się na siebie z pięściami. Obydwoje zacisnęli szczęki i patrzyli na siebie chłodno. Zacząłem gorączkowo opracowywać plan zapobiegnięcia wojny, kiedy dzwonek ogłosił koniec przerwy. Westchnąłem z ulgą, kiedy koszykarz wstał i ruszył z Chenem do wyjścia ze stołówki. Patrzyłem za nim, aż nie zniknął mi z oczu i dopiero wtedy zauważyłem na sobie wzrok Jongina. Zażenowany spuściłem głowę, nie chciałem tego dłużej ciągnąć. Kiedy starszy podniósł się od stołu przytrzymałem jego rękę i poprosiłem żeby został. Przyjaciele zdziwieni poszli na lekcje, a my jako jedyni w całej stołówce zostaliśmy na swoich miejscach. 
-Jesteście tacy oczywiści – wypluł brunet po dłuższej chwili milczenia. Skuliłem się słysząc jad w jego głosie. – A ja myślałem, że to mój przyjaciel.
-To nie jest jego wina – mruknąłem. 
-A czyja? Zabiera mi ciebie, a ty mu na to pozwalasz! – powiedział z wyrzutem.
-Jongin, Chanyeol jest jedynie dodatkowym czynnikiem! Już od dłuższego czasu nam się nie układało.
-Gdybyś mu nie uległ, to moglibyśmy to naprawić – wytknął mi. Wypuściłem ze świstem powietrze. Nie dociera do niego, że nasze uczucie dawno umarło? Może i nie miałbym mu tego za złe gdyby sam był bez winy. Niestety nie jest, a ja jestem zbyt spostrzegawczy by tego nie zauważyć.
-Myślisz, że nie wiem co się dzieje pomiędzy tobą a Yixingiem?! – warknąłem oskarżycielsko. Jongin momentalnie zbladł. 
-To nie jest na stałe – szepnął. 
-To wyprowadź go z błędu! Nie baw się nim! – syknąłem. 
-To nie ja się tu bawię – powiedział ledwo słyszalnie i ukrył twarz w dłoniach. Otworzyłem usta niedowierzając.
-Sam zakochałeś się w innym, a zwalasz całą winę na mnie? – złapałem swój plecak i wstałem gwałtownie. – Wiesz co, Jongin? Pierdol się.


A/N: Rozdział ze smutem, który nie był w planach (cieszysz się Oh Pauline? :D). Nareszcie zakończyłam związek Kai'a i Byuna, więc wiecie co będzie w kolejnym rozdziale ( ͡° ͜ʖ ͡°). Oczywiście wplotłam coś nowego, co powinno Was mocno zdziwić. :>> Ogółem zostało około 5 chapterów i będziecie musieli pożegnać się ze 'School live'. No, ale póki co, nie będę się nad tym rozpisywać. Dziękuję za czytanie i wszystkie komentarze. + pozdrawiam Hunniego. ♥

niedziela, 12 kwietnia 2015

School live - chap#10


-Piękny, pamiętasz o dzisiaj? – Luhan szturchnął mnie łokciem. 
-Tak, tak – pokiwałem głową. 
-Będzie super – blondyn uśmiechnął się szatańsko.
-Nie rób takiej miny. To podwójna randka, nie orgia – spojrzałem na niego sceptycznie. 
-No nie do końca podwójna… - chłopak podrapał się w kark.
-Luhan… - warknąłem.
-Baekkie, nie bądź zły! Xiu chodzi ostatnio strasznie zamyślony, więc pomyślałem, że trochę się z nami rozweseli. No, ale akurat kiedy mu o tym mówiłem stała przy nim ta sucz i jak gdyby nic wpierdoliła się jako osoba towarzysząca. No i w tej chwili podbił Park i jak tylko usłyszał, że Chen idzie to dostał bulwersa, że go nie zaprosiłem. Koniec końców poczułem wyrzuty sumienia, że Tao, Kyung i Yixing nie będą z nami… Kiedy oni powiedzieli, że przyjdą Kris z wielką wyniosłością stwierdził, że też przywlecze swój szanowny tyłek – Lu z każdym kolejnym zdaniem wydawał się coraz bardziej zrozpaczony. Miało być tak spokojnie… Nasza czwórka i film. A wyjdzie jak zawsze.
-Dobra, nie przejmuj się – westchnąłem klepiąc go po ramieniu. Chłopak zaczął o czymś opowiadać, ale ja już odpłynąłem. W mojej głowie siedziała pewna osoba, która utrudniała mi życie w 100%. Tak, mowa o Chanyeolu. Przez akcję w schowku woźnego, nie mogę spokojnie usiedzieć w jego obecności. Jeden kontakt wzrokowy wystarcza, żebym przypomniał sobie jego miękkie, zachłanne wargi. Wtedy mój mózg odmawia posłuszeństwa i wyobrażam sobie jak koszykarz obcałowuje całe moje ciało… Ugh. Baek, stahp! Dasz radę! Będziesz silny!
-Słuchasz mnie? – niezadowolony Lu wydął wargi.
-Uh, co? – otrząsnąłem się i spojrzałem na blondyna.
-Mnie się nie ignoruje! – fuknął Lu. Zaśmiałem się cicho patrząc na jego nadąsaną minę. Idealnie pasuje do Sehuna. 

*

Za dwie godziny spotkanie, a ja wykazuję minimalne zadowolenie z tego powodu. W dodatku matka posłała mnie po zakupy, chociaż wie, że nienawidzę tego robić. Jakby Taemin nie mógł tego zrobić, ale nie! Ta cholera ‘przygotowuje się’ na egzaminy. Rodziców może okłamywać, ja i tak wiem, że wyrywa dupy, a nie siedzi w bibliotece. Westchnąłem ciężko prowadząc wózek. Nienawidzę swojego życia. Skręciłem w potrzebny dział i stanąłem wryty. Kto do kurwy nędzy pozmieniał rozłożenie produktów?! Jak ja niby sięgnę na najwyższą półkę? Wkurzony tupnąłem nogą. Rozejrzałem się dookoła, ale nie było nikogo, kto by mi pomógł. Sfrustrowany stanąłem na palcach i sięgnąłem w stronę ulubionej kawy. Niestety stała ona poza moim zasięgiem. Przygryzłem wargę i wyciągnąłem się jeszcze bardziej. Już dotykałem pudełko palcami, kiedy poczułem czyjąś obecność za moimi plecami. 
-Ulżyć ci... – głęboki głos rozbrzmiał tuż przy moim uchu. Zadrżałem zdając sobie sprawę, że to Park. Ciepły oddech owiał moje ucho, a na biodrze poczułem dużą dłoń. Zarumieniłem się mocno, a moja klatka piersiowa zafalowała szybko. – W twoich cierpieniach? 
Zamrugałem zdezorientowany patrząc jak Yeol bez problemu łapie za opakowanie kawy i kładzie ją do mojego koszyka. Potem bez słowa wyminął mnie i ruszył w stronę kasy. Nagle dotarł do mnie sens jego słów. Wkurzony uderzyłem w wózek i zawyłem z bólu łapiąc się za stopę. Pierdolona gra słów i cholerny Park Chanyeol! Już ja mu pokarzę, kto tu rządzi.

*

Zarzuciłem nogi na kolana Jongina i wtuliłem się w jego ramię. Ten automatycznie przytulił mnie do siebie i lekko cmoknął w policzek. Uśmiechnąłem się zadowolony i z satysfakcją spojrzałem na Parka, który siedział naprzeciwko nas. Rzucał piorunami w moją stronę i zaciskał palce na butelce z piwem. Nie mogłem darować mu tej akcji w supermarkecie, więc postanowiłem wyprowadzić go z równowagi tak bardzo jak tylko się da. Od początku naszego spotkania nie odstąpiłem Jongina na krok i okazywałem mu zdecydowanie więcej uczuć niż mam w zwyczaju. Jemu i reszcie to najwyraźniej nie przeszkadzało, czego nie mogę powiedzieć o Yeolu. Siedział niezadowolony w fotelu i nie odrywał ode mnie wzroku. Reszta chłopaków zajęła się sobą i mimo, że było jedenaście osób nie robiliśmy rozpierdolu. Kai rozmawiał z Sehunem i Yixingiem, a ja Lulu i Kris po prostu ich słuchaliśmy. Tao i Kyungsoo oparci o stół szeptali między sobą, a najgłośniejszy z nas wszystkich (o zgrozo!) siedział cicho z przymkniętymi oczami oparty  o Xiumina, który trzymał dłoń na jego udzie i masował je lekko. W pokoju panował przyjemny półmrok, a w tle leciała muzyka. Zaczynaliśmy się rozluźniać i z czasem każdy zajął się swoją drugą połówką. Kris z nienaturalnie miłym wyrazem twarzy siedział przyciśnięty do Yixinga i opowiadał o swojej rodzinie. Sehun z Luhanem jak zwykle nie hamowali się i postanowiłem wziąć z nich przykład. Spojrzałem Parkowi prostu w oczy i z wolna oblizałem wargi. Chłopak na chwilę przestał mrugać i byłem przekonany, że wstanie i do mnie podejdzie. Jednak gdy ten nie ruszył się z miejsca przeniosłem dłoń na szyję Kai’a i obróciłem jego głowę w swoją stronę. Czarnowłosy spojrzał na mnie miękko i złączył nasze wargi. Całowałem go powoli i pozwoliłem by jego dłoń przejechała po moim udzie w górę. Czując jak łapie za mój pośladek, miałknąłem ostentacyjnie i oderwałem się od niego by ‘złapać oddech’. Jongin od razu przygryzł moje najwrażliwsze miejsce na szyi i zaczął jeździć językiem po skórze. Odchyliłem głowę i przygryzłem mocno wargę zaciskając palce na brzegu kanapy. Zdawałem sobie sprawę jak w tej chwili wyglądam, więc nie zdziwiłem się na widok podnieconego Chanyeola. Chłopak odłożył napój i rozparł się na fotelu mierząc mnie gorącym wzrokiem. Miał zaciśniętą szczękę, a jego klatka piersiowa poruszała się szybko. Miałem ochotę rzucić to wszystko w cholerę i być tylko jego, ale nadal nie potrafiłem zerwać z Jonginem. Po za tym, nie chciałem być jedynie zabawką w rękach olbrzyma. 
-Ekhem, nie chcę przerywać, ale za 20 minut mamy trening – Tao wstał z podłogi i otrzepał spodnie. Trójka chłopaków jak na zawołanie jęknęła niezadowolona. Jongin obdarzył mnie dłuższym buziakiem i wstał z kanapy. Sehun i Lay też podnieśli się z siedzenia. Po krótkim pożegnaniu wybyli z domu, a ja nie mogąc znieść gorącego spojrzenia Chana ruszyłem do łazienki. Nie dane mi było jednak nawet zamknąć za sobą drzwi. Olbrzym wparował do pomieszczenia i złapał mnie zaborczo za kark, przyciągając do siebie.
-Nawet nie wiesz jaką mam ochotę cię… - nie dokończył, bo wbiłem się w jego wargi. Od razu  wplątałem palce w jego miękkie włosy i pociągnąłem za nie mocno. Warknął i przygryzł moją wargę na co jęknąłem głośno, a starszy wykorzystał to by dostać się do moich ust. Jego język zderzył się z moim i zaczął walczyć o dominację. Chan pociągnął nas w dół i opadłem na zimne kafelki, które przyjemnie chłodziły rozgrzaną skórę. Yeol podciągnął moją koszulkę do góry zaczął gorączkowo jeździć językiem po nagim torsie. Dyszałem ciężko czując rosnące podniecenie. Chłopak nade mną mruczał cicho delektując się gładką skórą na moim brzuchu. Przytrzymał moje uda szeroko rozstawione i przygryzł mocno skórę nad linią spodni. Złapałem łapczywie oddech i szarpnąłem biodrami do góry. Złapałem go za włosy i pociągnąłem do góry, by spojrzał mi w oczy. Posłałem mu proszące spojrzenie, skomląc przy tym kiedy mocniej zaciskał palce na moich udach. Yeol wypuścił z siebie całe powietrze i zabrał swoje dłonie.
-Zrobiłbym to godzinę temu Baek, ale zmieniłem zdanie – niechętnie odsunął się ode mnie. Po raz ostatni przejechał spojrzeniem po moim ciele i z bólem w oczach wyszedł z łazienki. Po chwili usłyszałem otwierające się i zamykające drzwi wejściowe. Leżałem jeszcze przez jakiś czas oszołomiony na podłodze. Nie wierzę, znowu ze mną wgrał.

*

Wszyscy wybyli, ale ja nie miałem ochoty opuszczać ciepłego domu. Miałem całkowicie zjechany humor, w dodatku przez Parka dopadła mnie chcica. Zmarszczyłem nos i sięgnąłem po kolejne piwo. Otworzyłem je i pociągnąłem duży łyk. Wypiłem zdecydowanie za dużo, ale jakoś mnie to nie obchodzi. Nigdzie się nie ruszam, więc nic mi nie grozi. Spojrzałem na Luhana, który zamyślony przygryzał wargę. Zawołałem go i poklepałem miejsce koło siebie. Wstał z fotela i opadł ciężko koło mnie. Od razu oparłem się o jego ramię i smętnie pociągnąłem nosem. 
-Coś nie tak? -  Lu spojrzał na mnie.
-Nie wiem. Tak? Nie? – mruknąłem.
-Możesz mi powiedzieć o co chodzi.
-Nie mam ochoty – pociągnąłem kolejny łyk z puszki. 
-A na co masz ochotę? – zapytał blondyn. Od razu wyobraziłem sobie wielkoluda dotykającego mnie w najbardziej nieprzyzwoity sposób, jaki się da. Przymknąłem oczy zadowolony i oblizałem wargi.
-Na seks – przyznałem szczerze. Widać alkohol pozbawił mnie wszelkich hamulców. Chłopak odsunął się ode mnie i zlustrował całą moją osobę.
-Powinniśmy to zrobić? – uśmiechnął się szatańsko.
-Lu, obydwoje mamy chłopaków.. – przypomniałem  mu o Jonginie i Sehunie. 
-Ale ja tak bardzo chcę! – Lulu podskoczył na kanapie i spojrzał na mnie świecącymi oczami.
-Ty zawsze chcesz – zaśmiałem się.
-Ale kiedy jesteś ze mną, to chcę dwa razy mocniej – wydął dolną wargę.
-Co ty gadasz? Całkiem się spiłeś – mruknąłem i beknąłem głośno. 
-Jestem trzeźwy Baek, w przeciwieństwie do ciebie... – wytknął mi.
-A tam gadasz – machnąłem ręką. Blondyn nie spuszczał ze mnie wzroku, cały czas myślał intensywnie.
-Jeśli teraz tego nie wykorzystam później będę żałować do końca życia – mruknął cicho.
-Ale czego? Nie do końca ogarniam – zmarszczyłem brwi, mój umysł stawał się zamglony i mało co do mnie docierało. 
-Lepiej dla ciebie słonko, chodź tutaj – Luhan pociągnął mnie do siebie i zabrał puszkę z ręki. Jęknąłem zawiedziony, ale po chwili poczułem usta na linii szczęki i sapnąłem zadowolony. Mój umysł zastąpił postać Xiao Chanyeolem i odpłynąłem całkowicie.

*

Obudziłem się z potwornym bólem głowy. Przez rolety przedzierało się poranne światło, a w powietrzu czuć było zapach alkoholu. Podparłem się z wolna na łokciach i rozejrzałem po zaśmieconym pokoju. To zdecydowanie nie był salon, w którym powinienem się znajdować. Z tego co zapamiętałem, to tam byłem zanim wielka czarna dziura pochłonęła mnie i mój rozsądek. Zmarszczony podrapałem się po torsie, który okazał się goły. Wot? Odchyliłem kołdrę i zobaczyłem, że moje spodnie i bielizna również zniknęły. Co? Przekręciłem głowę w bok i zobaczyłem Luhana, spokojnie bawiącego się swoim telefonem. Poprawka. Nagiego Luhana, spokojnie bawiącego się swoim telefonem. Wytrzeszczyłem oczy czując jak się zapowietrzam. 
-Luhan... Co tu się stało do cholery?! – krzyknąłem.
-O co ci chodzi w tej chwili? O to, że jest taki rozpierdol czy o to, że się przespaliśmy? – mruknął nie odwracając wzroku od ekranu.
-Spaliśmy ze sobą?! – spanikowany odsunąłem się od niego i boleśnie spadłem z łóżka.
-Uhh, nie krzycz tak Baek. To tylko seks – odłożył komórkę i uśmiechnął się szeroko.
-YAH! LUHAN!JAK MOGŁEŚ?! – złapałem się za głowę zrozpaczony.
-Mam ci to dokładnie opowiedzieć czy oszczędzić szczegółów? – podniósł znacząco brwi. 
-Dobrze wiesz, o co mi chodzi!
-Nie będę owijać w bawełnę. Miałem ochotę to zrobić, od kiedy tylko pierwszy raz cię zobaczyłem - wzruszył lekko ramionami.
-Ty.. Nigdy tego nie pokazywałeś... – mój umysł wytwarzał tysiące myśli na sekundę. Boże, co ja zrobiłem.
-Gdyby na samym początku nie wjebał się Sehun i później Kai, to na pewno pokazałbym ci to dostatecznie – przysunął się na brzeg łóżka i ułożył na brzuchu, naprzeciw mnie.
-Boże... Najgorsze jest to, że nic nie pamiętam – próbowałem wyłapać cokolwiek z wczorajszego wieczoru, ale nadaremnie. 
-Mogę ci przypomnieć – mruknął i zanim zdążyłem zareagować złapał moją wargę w zęby i przyssał ję lekko. Jego język zaczął jeździć po moich ustach, prosząc o wejście. O nieee, nie tak szybko kolego. Odsunąłem się od niego. Warknął niezadowolony i znów sięgnął do moich ust, ale odepchnąłem jego twarz ręką. 
-Czekaj. Kto był na górze? 
-Jak to kto? – Lu zamrugał szybko.
-No kto posuwał – westchnąłem.
-N-no ty… - zająknął się blondyn.
-Czemu się wahasz? – podejrzliwie spojrzałem na chłopaka.
-Nie waham się – powiedział zdecydowanie za szybko i gwałtownie.
-Luhan – warknąłem. 
-NO DOBRA! BYŁEŚ ZBYT PIJANY, ROZUMIESZ? JAK MIAŁEM UPRAWIAĆ SEKS Z FLAKIEM?! A BYŁA TAKA CUDOWNA OKAZJA! – emocje Luhana przechodziły ze złości w rozpacz. Zalała mnie fala ulgi. Co za szczęście, nie zostałem zbrukany przez tego szatana.
-Ale czemu powiedziałeś, że to zrobiliśmy? – tylko tego nie rozumiałem.
-Bo pomyślałem, że się z tym pogodzisz i namówię cię na drugą rundę – płaczliwie przyznał Lu. Spojrzałem na niego z niedowierzeniem. Skąd on się urwał?

*

-Kacyk męczy? – zaśmiał się Kyung. Pierwsza lekcja w poniedziałek, a ja nadal zdychałam po sobocie. 
-A przestań – mruknąłem. – Na przyszłość nie pozwalajcie mi pić albo nie zostawiajcie samego w domu z Luhanem.
-Co? Do czegoś doszło? – oczy chłopaka powiększyły się dwukrotnie.
-Nie, ale mało brakowało – westchnąłem ciężko. 
-O matulu, prawie dostałem zawału – brunet złapał się za klatkę piersiową. 
-A co ja mam powiedzieć o sobie? – rozłożyłem się na ławce i spojrzałem na Sehuna siedzącego kilka ławek przed nami. – Jakim cudem Hun wytrzymuje z tą pierdołą? 
-No wiesz.. Luhan jest na swój sposób słodki…
-Wypluj to! – podniosłem się gwałtownie i od razu syknąłem z bólu. Głowa pulsowała mi nieprzyjemnie, więc powoli wróciłem do poprzedniej pozycji.
-Musisz spojrzeć na to z innej strony – wyjaśnił cicho Soo. – Jest bardzo atrakcyjny, widzę to pomimo, że mój ideał różni się od niego całkowicie.
-O właśnie! Zastanawiałem się nad tym wcześniej – zainteresowany zawierciłem się na krześle. – Masz kogoś na oku, co nie?
-Uhh, mam, mam – na policzki chłopaka wkradł się lekki rumieniec. 
-Jaki on jest? – uśmiechnąłem się rozczulony. 
-Hmm, spokojny, ale nie przesadnie – Kyungsoo westchnął rozmarzony. – Wygląda cudownie, kiedy wykonuje najprostsze czynności. Uwielbiam patrzeć jak jego ciało błyszczy od potu. Tak wspaniale się porusza. No i jest wypełniony pasją i kocha to, co robi.
-Znam go, prawda? – Soo skinął lekko głową. – Nie chcesz coś z tym zrobić?
-To skomplikowane – mruknął Kyung momentalnie tracąc dobry humor. 
-Mam nadzieję, że jednak wam się ułoży – uśmiechnąłem się pokrzepiająco. 
-Dzięki – wyszeptał Do.

                                                        << rozdział 11 ▲ rozdział 9 >>

A/N: Eh, po przeczytaniu komentarzy pod poprzednim postem nie mogłam się powstrzymać i dodałam akcję z Baekyeolem. Cieszycie się? :D Po raz n'ty dziękuję za komentarze i cierpliwość. Do zobaczenia za tydzień! ♥ + pozdrawiam Leja i Johannnston, dziękuję za motywację i wsparcie. 

niedziela, 5 kwietnia 2015

School live - chap#9


(POV XIUMIN)
-Martwię się o te czopy – mruknął Chen. Rozglądał się po pomieszczeniu szukając Baekhyuna i Sehuna.
-Spokojnie, to nie jest duży dom. Baek na pewno już go znalazł - przygryzłem wargę ukrywając zdenerwowanie. Mimo wszystko też się martwiłem. Hun nie wyglądał za dobrze.
-Chodź, sprawdzimy czy wszystko ok - brunet odstawił plastikowy kubeczek i ruszył w głąb domu. Od razu poszedłem za nim przeszukując wzrokiem salon. Sprawdziliśmy cały parter, ale ich nie znaleźliśmy. Została więc góra. Wchodząc po schodach zerknąłem na Jongdae. 
-Co nowego u Suho? – zagadnąłem spokojnie. 
-U mojego profesorka? –zaśmiał się pod nosem. – Wszystko w najlepszy porządku. Pozbył się zahamowań i czerpie coraz więcej przyjemności z naszej relacji. 
-A to ciekawe –mruknąłem. – Ty ostatnio nie wyglądasz za dobrze. 
-Uhh, bo to nie jest takie proste. Często zachowuje się jak mój ojciec – żachnął się. – Niby czuję się z nim dobrze, ale jeśli dostanę dobry powód to z nim zerwę. 

Podniosłem brwi zaskoczony. Potrzebny mu powód? Będzie go miał. Złapałem go za łokieć, gdy zauważył nasze zguby wchodzące do jednego z pokojów. Chen już chciał za nimi ruszyć, ale ja przytrzymałem go w miejscu. Obrócił się w moją stronę ze znakiem zapytania wypisanym na twarzy. Uśmiechnąłem się lekko widząc jego minę. Szybkim ruchem przyłożyłem dłoń do jego policzka i pochyliłem się by go pocałować. Jongdae był zaskoczony jedynie przez kilka sekund. Prawie natychmiast dosunął się do mnie i oddał pocałunek, rozkosznie mrucząc w usta. 
-Co to było? – zapytał z uśmiechem, gdy tylko odsunęliśmy się od siebie. (klik)
-Powód – wzruszyłem ramionami.

*

(POV BAEKHYUN)
-Powiecie mi w końcu, czemu wyglądacie jakby was wyruchało stado murzynów? – stęknął Sehun wodząc wzrokiem po naszym stoliku. 
-Hunnie, kochanie – jad w głosie Kyunga był bardziej niż wyczuwalny. – Jakbyś zapomniał, to dzisiaj mamy egzaminy. Najwidoczniej tylko ty masz wyjebane na naukę.
-Ja? Wyjebane na naukę?! Ranisz! – Hun teatralnie przyłożył dłoń do czoła i odchylił głowę. – Ja po prostu nie lubię wysiłku umysłowego.
-Widać – syknął Tao znad podręcznika od chemii.
-A ty co taki drażliwy? Kłopoty w raju? Dakyun już się tobą znudził? – zaszydził blondyn.
-Daehyun, idioto – warknął Zitao. – Po prostu spałem tylko kilka godzin. 
-I po co to wam? – prychnął najmłodszy. Kiedy nie doczekał się odpowiedzi skrzyżował nogi na swoim krześle i wyciągnął telefon. Z nadąsaną miną zaczął molestować klawisze, zapewne skarżąc się Luhanowi. Pokręciłem głową przyglądając się niezadowolonemu dzieciakowi. Patrząc na zdarzenia z przedwczoraj powinien zachowywać się inaczej, ale po szczerej rozmowie szybko wrócił do normy. Dalej mówił do mnie bez szacunku, więc o zwrocie ‘hyung’ mogłem pomarzyć. Nie mieliśmy też problemów z przebywaniem sam na sam. Szczerze cieszyłem się z takiego obrotu spraw. Potrząsnąłem głową znowu zagłębiając się w notatkach. Mimo wszystko obraz naszego zbliżenia czaił się w mojej głowie przez cały wczorajszy dzień i nie dał skupić się na nauce. Zadzwonił dzwonek, a ja westchnąłem ciężko. Poradzę sobie, w końcu jestem Byun Baekhyun. 

*

Najgorsze trzy dni w moim życiu minęły (czytaj: egzaminy) i zrelaksowany siedziałem w klasie od języka angielskiego. Kyungsoo ze szczęściem wymalowanym na twarzy  pochłaniał żelki, a wszyscy wokół starali się rozwikłać zadanie, które zadała nam nauczycielka. My rozwiązaliśmy je jakieś dziesięć minut wcześniej, więc teraz patrzyliśmy z satysfakcją jak inni się męczą. Największą uwagę skupiała na sobie para siedząca pod ścianą. Tao pienił się wściekle, a Sehun płynną angielszczyzną serwował mu serię wyzwisk. Pani Kim już dawno się poddała i piła kawę przeglądając magazyn. ‘Elitarna’ szkoła, ok.
-Baek – zagadną D.O. 
-Hmm?
-Wszystko dobrze pomiędzy tobą a Jonginem? – słysząc to pytanie spiąłem się lekko.
-Tak mi się wydaje – mruknąłem. Kyung podniósł brwi i spojrzał na mnie nagląco. Przed nim nic się nie ukryje. – No dobra, sam nie wiem – westchnąłem. 
-Tak myślałem… Na początku związku zachowywaliście się inaczej. 
-To moja wina – skrzywiłem się lekko. – Czuję, że moje uczucia wygasły.
-Zauroczenie, nie zakochanie – chłopak pokiwał głową ze zrozumieniem.
-Postaram się to naprawić, bo jest świetnym chłopakiem, ale nic nie obiecuję – zrobiłem karykaturę uśmiechu.
-Nie zmuszaj się do niczego – podniósł kąciki ust do góry i zaczął pakować podręczniki. Dzwonek zadzwonił chwilę potem i zgodnie ruszyliśmy do stołówki. Jakimś cudem trafiliśmy do dwóch połączonych stolików (co tylko Kris nie zrobi żeby usiąść koło Yixinga..) i jedliśmy w względnej ciszy. Niestety nie trwała ona długo. Można było się spodziewać kto ją zakłóci. 
-Kris, wiesz czemu kojarzysz mi się z poniedziałkiem? – Sehun rzucił w stronę blondyna.
-No czemu? – mrukną starszy odrywając wzrok od Lay’a.
-Bo poniedziałku nikt nie lubi – zaśmiał się najmłodszy. Momentalnie reszta stolika wybuchła śmiechem, przy czym Luhan zaczął bić Tao po plecach, bo ten się zakrztusił. Odratowany Tao, cały siny na twarzy otarł łzę i przybił piątkę z Hunem (najwidoczniej nie nienawidzą się aż tak bardzo). Kris syknął niezadowolony i już miał odpyskować, kiedy znikąd przy stoliku pojawił się wysoki brunet.
-Siema pojeby! Wasz król wrócił! – zaśmiał się głośno i rozłożył szeroko ramiona. Jak na zawołanie wszyscy oprócz pierwszoklasistów rzucili się w jego stronę i zaczęli go przytulać, wbijać palce pod żebra i mierzwić włosy. Patrzyłem na tę scenę z obojętną miną, jednak w mojej głowie kołatało się jedno podstawowe pytanie. KTO.TO.KURWA.JEST? Przepraszam bardzo, ale nikt mnie nie przygotował na zjawienie się tak ughhh… atrakcyjnego? To dobre słowo? Inaczej. Boskiego chłopaka. Zamrugałem czując napływające ciepło. Boże święty, on nawet na mnie nie spojrzał, a ja już spazmuję. No, ale nie ma co się dziwić… Jego uśmiech jest zabójczy. Tak jak przysięgałem sobie, że spróbuję naprawić relacje z Jonginem, tak w tym momencie cały plan umarł. Pociągnąłem za rękaw Lulu, który już wrócił na swoje miejsce.
-Kto to jest? – szepnąłem.
-Chanyeol – wyszczerzył się. – Opowiadałem ci o nim. Jest kapitanem w szkolnej drużynie koszykarskiej. W pierwszym semestrze był na wymianie w USA. 
-Tylko wróciłem, a wy już mnie zaskakujecie! Przygarnęliście kilku pierwszaków? – zaśmiał się Yeol zezując na Tao i D.O siedzących koło Xiumina.
-Z tym związana jest dłuższa historia – powiedział Chen i zarzucił mi rękę na ramię przygarniając do uścisku. – Na nich nie zwracaj uwagi, patrz jakiego tutaj mamy słodziaczka. 

Prychnąłem zły i strzeliłem mu łokciem w brzuch. Zwinął się z bólu, ale i tak posłał mi całusa. Reszta nie zwróciła na nas zbytniej uwagi, bo zachowujemy się tak praktycznie cały czas. Jedynie Chanyeol podniósł brwi i skupił swój wzrok na mnie. Nie odważyłem się na niego spojrzeć, bo moja twarz zmieniłaby się w warzywo (tak, mówię o buraku). Chłopacy od razu wciągnęli nowo przybyłego do rozmowy i mogłem w spokoju przestudiować jego osobę. Eh, no co tu dużo mówić… Idealny w każdym calu. Wydałem z siebie niezidentyfikowany dźwięk i wstałem od stołu. Miałem dość emocji kumulujących się w moim ciele. Złapałem za swoją torbę i machając na pożegnanie odszedłem od stołu. Skierowałem się pod klasę i czekałem na rozpoczęcie lekcji. Na moje nieszczęście, chwilę po mnie ze stołówki wyszła dwójka chłopaków, która miała lekcje tuż za moją salą. Już z oddali zauważyłem, troll machine pochłoniętego rozmową z olbrzymem. Modliłem się w duchu by jedynie przeszli koło mnie, ale niebiosa były przeciwko mnie. Chen nader szczęśliwy z powrotu przyjaciela po raz wtóry mnie objął. 
-Chan, to Baekhyun – Chanyeol wyciągnął w moją stronę dłoń, którą uścisnąłem i szybko zabrałem. Mimo wszystko musiałem na niego spojrzeć, rzuciłem nawet wymuszony uśmiech.
-Miło mi – wymruczał cicho, a ja zadrżałem słysząc ten seksowny głos. Mmm Baek, do fetyszu szyi dodaj głos cholernego koszykarza!
-Zarywał do niego Lulu, ale w końcu spiknął się z Jonginem – Jongdae poinformował Chana o mojej nieszczęsnej historii miłosnej. Na ułamek sekundy na czole bruneta pojawiła się zmarszczka. Nie skupiłem się na niej zbytnio, ponieważ zabrzmiał dzwonek i chłopacy ruszyli do swojej klasy. Stałem w tym samym miejscu obserwując Chanyeola, który czując moje spojrzenie odwrócił się i patrząc mi w oczy, z wolna przejechał językiem po górnej wardze. Jezus Maria, wpadłem.

I tak działo się od tygodnia. Szczególne spojrzenia, minimalny kontakt fizyczny, zdania z drugim dnem. Zaczynałem wariować. Wszystko co było związane z Chanyeolem odbierałem zbyt intensywnie. Niezadowolony sunąłem korytarzem ganiąc się w myślach za to, że moją głowę zajmuje ten dupek. Jego kuszenie jest zbyt skuteczne, co zaczyna mnie martwić. Potarłem kark przypominając sobie jak brunet oblizuje wargi. Kurna, kurna, kurna. Baek, uspokój się. Masz chłopaka! Przystanąłem wzdychając ciężko. W tym samym momencie poczułem czyjąś obecność za mną. Obróciłem się i od razu spiąłem. Przede mną stał nie kto inny jak Park Chanyeol. W dodatku miał na sobie spodnie dresowe i luźną bez rękawkę. Zaróżowione policzki i mokre czoło świadczyły o tym, że przed chwilą miał zajęcia wychowania fizycznego. Chłopak zrobił krok w moją stronę i bez słowa złapał za mój podbródek. Przygryzł wargę wodząc wzrokiem po mojej twarzy. Już miałem odtrącić jego rękę, kiedy z rozmachem otworzył drzwi obok nas i wepchnął mnie do środka. Mmm, schowek woźnego. Gram w dramie czy jaki huj? 
-Co ty wyprawiasz?! – krzyknąłem wkurzony. Naprawdę nie miałem ochoty bawić się w kotka i myszkę. 
-Biorę to, co od początku powinno być moje – szybko znalazł się przy mnie i obydwoma rękami złapał za biodra przyciągając do siebie. Moje zabójcze pięści poszły w ruch, ale jemu to najwidoczniej nie przeszkadzało. Polizał moje ucho i przygryzł je lekko. Przymknąłem oczy próbując opanować się na tyle, by odepchnąć go od siebie. Niestety usta wędrujące po mojej szczęce uniemożliwiły mi to. Mój oddech przyśpieszył, kiedy starszy przeniósł rękę na moją szyję i pogłaskał palcem po karku. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a on powoli zbliżył do moich ust. Po piekielnie długiej sekundzie połączył nasze wargi. Nie czułem się przy tym chłopaku jak przy Jonginie. Spokój i rozluźnienie były dalekie od tego co przeżywałem w tej chwili. To żar dominował w mojej klatce piersiowej. Czułem niecierpliwe dłonie na swojej talii, która drżała zdradziecko. Poddając się i ulegając zrozumiałem, że popełniam błąd. Te zachłanne usta nie spoczną póki znowu nie znajdą się na moich wargach. To było cholernie niepokojące, a jednocześnie podniecające. Miałkąnąłem czując sprawny język na swoich wargach. Ciepła dłoń na moich plecach docisnęła mnie do wyrzeźbionej klatki piersiowej. Rozluźniłem pięści i oparłem je na szerokich ramionach bruneta. Pod moim dotykiem spiął się, ale też sapnął zadowolony. Jego język znalazł się w moich ustach i zrozumiałem co to znaczy ‘grzeszny pocałunek’. Fala gorąca uderzyła we mnie i poczułem jak kolana zaczynają się pode mną uginać. Na szczęście Chan oderwał się ode mnie próbując złapać oddech.
-Cholera – przyłożył swoje czoło do mojego i spojrzał głęboko w oczy. – Po kiego czorta ja wyjeżdżałem? 


A/N: Panie, właśnie doczekałyście się przybycia Chanyeola! Teraz już na pewno nie zniknie z opowiadania, co więcej! Będzie jednym z głównych bohaterów (kto by się spodziewał XD)! Jeśli mam być szczera, to nie podoba mi się ten rozdział i prawdopodobnie żaden kolejny też nie przypadnie mi do gustu. Zapytacie czemu? A to dlatego, że zakochałam się w Hunbaeku i nie mogę wybić go sobie z głowy. Jednak zamysł tego ff jest całkiem inny i nie zamierzam zmieniać akcji. Dodatkowo na asku padła propozycja czworokątu... To naprawdę rozwaliło mi mózg, ponieważ... uhgh. Za dużo seksów, za dużo feelsów, za dużo wszystkiego. Może kiedyś powstanie takie opowiadanie, ale na pewno ta orgia nie znajdzie się w School live. To by było na tyle, widzimy się w następnym tygodniu! + miłych świąt  :D 

PS. Bezkonkurencyjnie najlepsza piosenka w albumie, umieram ;;

sobota, 28 marca 2015

School live - chap#8


Wpatrywałem się z niedowierzaniem w chłopaka siedzącego przede mną. Jakim cudem nie poznałem tego wspaniałego człowieka wcześniej? Przecież to najcudowniejsza istota na świecie (zaraz po Kyungsoo). Obróciłem się w stronę Soo i spojrzałem na niego z wyrzutem. Czemu nie wkręcił go do naszej paczki? Podobno poznał go już pierwszego tygodnia szkoły. No, ale równie dobrze mógłbym winić Tao albo Sehuna. Podrapałem się w tył głowy i zająłem przeszukiwaniem internetów. Zerknąłem jeszcze tylko raz na Yixinga i zobaczyłem jak uśmiecha się do mnie (klik). Boże, moje serce zaraz się roztopi. Odwzajemniłem uśmiech i powstrzymałem się przed chęcią wytulenia go. Czekaj, czekaj… Coś mi to przypomina… Jezus  Maria, zaczynam się zachowywać jak Luhan przy Tao. Otrząsnąłem się i zabrałem do pracy. Siedzenie w cieplutkim i przytulnym pokoju Kyunga należało do jednych z moich ulubionych zajęć, ale robienie projektu niekoniecznie. Wszystkie pakty i ustawy zaczynają wypływać mi uszami, ale na szczęście została sama końcówka. Wpisałem ostatnie dane do worda i zapisałem dokument ziewając głośno. Zaraz 22, a my dopiero kończymy. Coś mi się wydaje, że zostanę tutaj na noc. Zamknąłem laptop i rozłożyłem się na łóżku mrucząc zadowolony. Lay podniósł wzrok znad tableta i po chwili wahania zostawił go na fotelu. Żartobliwie pchnął mnie i również ułożył się na łóżku. Kyungsoo pokręcił jedynie głową nie zwracając na nas zbytniej uwagi.
-Chciałbyś do mnie wpaść w sobotę wieczorem? – zwinął się w kłębek i spojrzał na mnie z nadzieją.
-Jasne, robisz coś większego czy będziemy sami? – po tak sympatycznym chłopaku mogę spodziewać się fajnej nocki, w towarzystwie naszych przyjaciół. Całkiem miło.
-No nie chcę przesadzić… Zaprosiłem już kilku… nastu znajomych – podrapał się w tył głowy. – Oczywiście będzie Sehun, Luhan, Tao, Kai i jeśli Soo chce, to też może wpaść.
-Ja odpadam, w poniedziałek mamy zapierdol, muszę się uczyć – mruknął Kyung. 
-No trudno – westchnął brunet. – Ale Baekkie, przyjdź na pewno!
-Spokojna twoja rozczochrana – zaśmiałem się.

*

-Jak to nie przyjdziecie? – mój niezadowolony wzrok przesuwał się po Jonginie i Luhanie.
-Jest przyjęcie charytatywne dla pierdolonych szych, a nasi rodzice do nich należą, Baek. Z tego wynika, że my również musimy się tam zjawić – westchnął Lu. – Gdyby ojciec Sehuna nie był taki wyrozumiały, to Hun też by tam zapierdalał. 
-Nie będzie cię kotek? Uuu, w takim razie panie Byun Baekhyunie, muszę pana rozczarować – Sehun wydął dolną wargę. – Również nie zjawię się na tej jakże interesującej domówce. 
-Nawet nie próbuj mi tego zrobić – spojrzałem na niego błagalnie.
-Będziesz miał Tao – blondyn wzruszył ramionami. 
-Dobrze wiesz, że pierwsze co on zrobi to zaszycie się w kącie ze swoim kwiatowym chłopcem – prychnąłem. – Już obiecałem Yixingowi, że przyjdę! 
-No to idź! Ale beze mnie – przewrócił oczami. Warknąłem zły i obrałem inny cel. Zatrzepotałem rzęsami i spojrzałem błagalnie na Luhana, który na ten widok przełknął ciężko. Moje usta wykrzywiły się w smutną podkówkę, a ręce powędrowały do jego kolana. Zacisnąłem na nim palce i miałknąłem nieszczęśnie. Każdy bez wyjątku patrzył na mnie zahipnotyzowany. Kiedy roztopiony Luhan odzyskał głos, widać było, że jego polecenie nie podlega dyskusji.
-Sehun, pójdziesz na tę domówkę – powachlował swoją twarz i spojrzał na Jongina. – Jezus, nie zazdroszczę ci człowieku. Pewnie wyciąga od ciebie wszystko co zechce. 
-Wierz mi, gdyby był postacią w LOL’u to z pewnością byłby jego zabójczy ult – zaśmiał się ciemnowłosy i przytulił mnie z czułością. – A inne ataki też ma całkiem niezłe.
-O boże, zaraz bełtne – skrzywiony Kris dosiadł się do naszego stolika. – Jongin, ta małą gnida robi z ciebie emocjonalną kluchę.
-Z ciebie robi ją kto inny – szyderczy uśmiech wpłynął na usta Sehuna.
-Że niby o kogo ci cho.. – Wufan zaciął się w pół słowa na widok chłopaka zmierzającego w naszą stronę. 
-Hej, wszystkim – leniwy uśmiech wpłynął na zadowoloną twarz Yixinga. Od niechcenia zabrał wolne krzesło od innego stolika i przysunął je koło mnie. – Baekkie, mamy okienko. Ten pedofil od informatyki jest chory. 
-Uuuu, pięknie! – zadowolony przybiłem piątkę z Sehunem i Kyungsoo. 
-A i Hunnie, dzisiaj nie ma treningu – spojrzał przelotnie na blondyna i zatrzymał wzrok na Krisie, który wpatrywał się w niego. – Mam nadzieję, że przyjdziesz jutro do mnie. 
-Jasne – chłopak zdołał wydusić tylko tyle. Patrzył urzeczony jak Yixing śmieje się z żartu Luhana i wstaje od stołu. Odchodząc posłał mu lekki uśmiech. Gdy chłopak odszedł na usta suczy wpłyną nienaturalnie szeroki uśmiech. Bez słowa wstał od stolika i odfrunął rozmarzony.
-Powiedzcie mi proszę, czemu akurat w stołówce dzieją się takie akcje? – zaśmiał się Soo obserwując rozanielonego Krisa, który przez przypadek wyrżnął komuś ramieniem i o zgrozo! Przeprosił!

*

-Albo Yixing jest kiepski z matmy, albo przyszliśmy nie do tego domu co trzeba – staliśmy z Hunem w progu wypełnionego po brzegi domu i nie wiedzieliśmy zbytnio co się dzieje. 
-Uhh, powiedział, że zaprosił kilkunastu znajomych – podrapałem się w tył głowy. – Może mu się słowa pomyliły, bardziej pasuje tu ‘kilkudziesięciu’. 
-No pięknie – zaśmiał się Sehun i zaczął przepychać w stronę salonu. – Nie będziemy tu długo, nie? Wolałbym posiedzieć u ciebie. 
-Jasne, poszukajmy Zhanga i Tao, zmyjemy się za jakąś godzinę – nie tego się spodziewałem, więc odeszła mi chęć na jakiekolwiek integracje. Oczywiście po drodze ktoś zgarnął Sehuna i musiałem samodzielnie znaleźć przyjaciół. Już zobaczyłem zjaranego(?!) Yixinga leżącego na podłodze z błogim uśmiechem (klik), kiedy rozradowany Tao rzucił mi się w ramiona. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest spity. Waliło od niego mieszanką alkoholu, papierosów i mocnych perfum. Ledwo trzymał się na nogach, ale ciągle zapewniał, że nic mu nie jest. Zaśmiałem się pod nosem i po wcześniejszych zwiadach zaprowadziłem do łazienki. Blondyn od razu przytulił się do sedesu i zwymiotował, płacząc i wołając mamę. Klepałem go uspokajająco po plecach walcząc z coraz większym rozbawieniem. Pijana panda to naprawdę zabawny widok, szczególnie kiedy podniósł głowę i w kącie łazienki zauważył zużytego tampona (kilk). Tak jak się podniósł, tak znowu opadł na kibel i zaczął wołać tatę. Po dwudziestu męczących minutach wyszliśmy z łazienki. Prawie od razu podbiegł do nas sympatycznie wyglądający brunet, który złapał w objęcia pandzioszkę. Zaczął tłumaczyć, że obrócił się od niego na dosłownie sekundę, a ten już zniknął. Przez cały czas szukał chłopaka, mając nadzieję, że nie opuścił domu. Zostawiłem ich samych i zacząłem rozglądać za kimś kogo znam. Po paru minutach trafiłem na Xiu i Chena, którzy wyraźnie zmartwieni opowiedzieli mi o Sehunie. Podobno szukał mnie niedawno i nie czuł się najlepiej. Rozdzieliliśmy się pół godziny temu i kolejne piętnaście minut zajęło mi znalezienie chłopaka. Był na górnym piętrze, w części domu gdzie było o wiele mniej ludzi. Zmartwiony podbiegłem do opartego o ścianę blondyna. 
-Sehun co się stało? – spojrzałem zmartwiony na przyjaciela. Był zlany potem, ręce mu się trzęsły. Bez słowa chwycił mnie za rękę i pociągnął do jednego z pustych pokoi. – Powiesz w końcu o co chodzi? Jesteś cały rozpalony! Masz gorączkę?!
-To te szmaty – zamknął oczy i nerwowo przeczesał włosy. – Dosypali mi jakiegoś gówna.
-Ale kto miałby…?
-Pomyśl Baek. Wiele osób zmieszałem z gównem, tak samo  jak Luhan. Ośmieszyliśmy ich, tego się nie puszcza płazem – oddychał coraz ciężej. Rozejrzał się po pokoju i widząc wielkie okno podszedł do niego i otworzył szeroko. – Chodź tu.
-Sehun... Powinniśmy iść do lekarza – zmartwiony podszedłem do chłopaka. Mówił całkowitą prawdę, w ostatnich czasach przestał panować nad językiem i oczernił nie jednego fagasa, ale nie sądziłem, że ktokolwiek zdobędzie się na coś takiego.
-Nie trzeba, Baek. Po prostu musisz mi pomóc – usiadł ciężko na parapecie i znowu złapał moją rękę. – Luhana nie ma, a ja nie dam sobie sam rady. Widzisz jak trzęsą mi się ręce?
Spojrzałem na jego dłonie. Drgały nienaturalnie, ledwo zaciskając się na moim nadgarstku. Przejechałem wzrokiem po całej jego postawie i wreszcie to do mnie dotarło.
-Dali ci pigułkę gwałtu – wyszeptałem.
-Brawo geniuszu – wycharczał.
-Ale chyba nie myślisz, że ja…
-Musisz Baek – z całej siły, która mu pozostała przyciągnął mnie do siebie. Jego zamglony wzrok przesuwał się po mojej twarzy. – To nie będzie zdrada. Tego wymaga sytuacja. Proszę.
Widząc jego błagalny wzrok i ból malujący się na twarzy zmusiłem się do działania. Przejechałem palcem wskazującym od obojczyka aż do policzka. Od razu wtulił się w moją dłoń wzdychając głośno. Łaknął mojego dotyku, potrzebował go. Wypuściłem z sykiem powietrze, kiedy Hun przysunął usta do mojej szyi i zaczął ją kąsać niecierpliwie. Odchyliłem głowę do tyłu dając mu lepszy dostęp. Blondyn wysunął koniuszek gorącego języka i zaczął pieścić moją wrażliwą skórę. Poczułem się jak tego szczególnego dnia, kiedy Sehun dobierał się do mnie na oczach Luhana i spółki. Tym razem pozwoliłem mu na wejście pod materiał koszulki. Chłopak gorączkowo jeździł dłońmi po moich plecach, a pocałunkami zaczął kierować się na szczękę i podbródek. Mimowolnie przysunąłem się do niego bliżej, przylegając klatką piersiową do jego rozgrzanego ciała. Czując nacisk na skórze Sehun jęknął głęboko i agresywnie zaatakował moje usta. Nie miałem tego w planach, naprawdę. Zgodziłem się jedynie na ulżenie mu, a skończyłem ze zwierzęcą potrzebą kumulującą się w moim brzuchu. Od razu dałem mu dostęp do wnętrza moich ust, wychodząc naprzeciw swoim językiem. Złapał go swoimi zębami i zassał się. Chwilę potem nachalnie znalazł się w moich ustach, ocierał się o mnie i walczył o dominację. Czując ręce wkradające się pod materiał spodni jęknąłem mu wprost do ust. Czułem jak drży pod dotykiem moich palców na jego klatce piersiowej. Bez wahania zacząłem rozpinać jego białą koszulę całując każdy odsłonięty fragment skóry. Dziękowałem Bogu za to, że nie założył podkoszulki. W tym stanie po prostu zerwałbym ją. Rozkoszowałem się jego zapachem, sposobem w jaki reagował na moje pieszczoty. Moje ręce powędrowały w dół i po omacku rozpiąłem jego spodnie. Złapałem za jego członka i zacząłem pocierać przez materiał bokserek. Stęknął głośno i zaparł się mocno nogami. Jego ręka wplątała się w moje włosy i pociągnął mnie lekko w dół. Po raz ostatni przygryzłem jego sutka i opadłem na kolana. Drżącymi rękoma zsunąłem jego bieliznę i moim oczom ukazał się jego członek. Drgał lekko i ocierał się erotycznie o podbrzusze. Niepewnie złapałem za niego i poruszyłem nadgarstkiem. Hun czując upragniony dotyk wypuścił całe powietrze trzymane w płucach i mruknął coś niewyraźnie. Nie zwracając na niego uwagi koniuszkiem języka przejechałem po całej długości penisa i zatrzymałem się przy główce. Wziąłem ją do ust i zassałem się mocno, jednocześnie przebiegając językiem po jego szczelinie. Wykonałem kilka ruchów głową w dół i górę. Uścisk na moich włosach nie zmienił się, nie słyszałem nawet pomruków zadowolenia czy zachęty. Cholera,  coś robię nie tak. Przekląłem swoje niedoświadczenie. Nie wyjmując jego członka z ust spojrzałem w górę i cały zesztywniałem. Sehun oddychał płytko i sztyletował mnie spojrzeniem. Jego wzrok wędrował po całej mojej twarzy aż natrafił na oczy. Jego tęczówki pociemniały, a ja poczułem gorąco rozchodzące się po żyłach. Blondyn warknął i jednym ruchem odciągnął mnie od siebie.
-Pieprzyć to - wycharczał i z mocą zmusił do położenia się na podłodze. Sam ulokował się między moim nogami i zszarpał ze mnie całe ubranie. Leżałem przed nim nagi, oddychałem ciężko i czekałem na jego ruch. On skąpany w światło księżyca padające z otwartego okna klęczał przede mną i sunął po mnie wzrokiem. Przygryzł wargę i opuszkami palców przejechał po wnętrzu moich szeroko rozłożonych nóg. Jego oddech przyśpieszył, tak samo jak mój. W jego wzroku wyłapałem żądzę i wielki głód. Nie mogąc znieść tego żaru przymknąłem oczy i zbliżyłem koniuszki palców do ust. Zassałem się na nich i zacząłem jechać dłonią wzdłuż całego ciała, zatrzymując się na swoim członku. Oczy Sehuna śledziły wędrówkę moich palców, z każdą sekundę oddychał ciężej.
-Jesteś bezbłędny - wyszeptał głębokim głosem i odciągnął moją rękę od członka lokując ją nad moją głową. Dołączył do niej również drugą i zatrzymał mnie w żelaznym uścisku. Powoli zniżył się przykrywając mnie całym sobą i tworząc tarcie między naszymi ciałami. Zrównał swoją twarz z moją i patrząc głęboko w oczy pochylił się tak, że nasze usta dzieliły milimetry. Jego ręka powędrowała do naszych pachwin, by po chwili zacisnąć się na naszych członkach. Ścisnął nas mocno i zaczął leniwie ruszać nadgarstkiem. Czułem się tak cholernie dobrze, całkowicie zdominowany i zalany przyjemnością. Otworzyłem szeroko usta i patrząc mu w oczy jęknąłem bezwstydnie. Jego nadgarstek zatrzymał się, a twarz drgnęła niebezpiecznie. Nabrał duży haust powietrza i oderwał się ode mnie. Agresywnie złapał za uda i przyciągnął do siebie. Rozsmarował wyciekające z jego dumy soki na moim wejściu i jednym mocnym pchnięciem wszedł we mnie, kurczowo przytrzymując się moich bioder. Wstrzymałem oddech, starając się przyzwyczaić do ogarniającego mnie bólu. Dotyk jego palców na brzuchu sprowadził mnie na ziemię. Hun z powrotem znalazł się przy mnie i złączył nasze dłonie nad moją głową. Jego usta zaczęły obcałowywać każdą część mojej szyi, a biodra z wolna ruszyły na przód. Zacząłem odczuwać przyjemność prawie natychmiast. Dziwne połączenie bólu i rozkoszy doprowadzało mnie na skraj. Zacząłem wychodzić naprzeciw jego pchnięciom i z satysfakcją patrzyłem jak traci nad sobą kontrolę. Przestał zajmować się moją skórą, jedynie patrzył na mnie tym niebezpiecznnym wzrokiem i pchał agresywnie. Jego biodra poruszały się szybko, a ręka na moim członku próbowała utrzymać to samo tempo. Zaczynałem powoli tracić głos od jęczenia i krzyczenia jego imienia. Moje usta potrzebowały kontaktu z jego wargami, więc przyciągnąłem go do siebie. W czasie tego mocnego, głębokiego pocałunku doszliśmy. Jednak za nic nie chcieliśmy oderwać się od siebie. Nasze języki scharmonizawały się ze sobą, a my straciliśmy poczucie czasu i rzeczywistości. Gdy wreszcie oderwaliśmy się od siebie usatysfakcjonowani, zaczęły wracać do mnie wszystkie zmysły.
-Cholera, Baek. Chyba zacznę brać prochy - wyszeptał Sehun na bezdechu. Zaśmiałem się lekko i zbierając wszystkie siły, które mi pozostały podszedłem do drzwi, by zamknąć je na klucz. Boże, jesteśmy takimi debilami. 
-Tylko spróbuj, bachorze - opadłem na podłogę i obróciłem głowę w jego stronę. Po chwili również na mnie spojrzał. 
-Jongin jest szczęściarzem, wiesz? - uśmiechnął się ciepło. - Jesteś wspaniały, i nie mówię tylko o seksie.
-No o tym jeszcze się nie przekonał - mruknąłem cicho. Sehun zamarł słysząc te słowa, w przeciwieństwie do mnie jego uśmiech zgasł. Podniósł się do siadu i wbił we mnie spłoszone spojrzenie.
-O czym ty mówisz? - napięcie w jego głosie było wręcz namacalne. 
-O tym, że jeszcze się z nim nie kochałem - również się podniosłem.
-Czyli ja przed chwilą.... - jego oczy się rozszerzyły. - Baekhyun, dlaczego mi pozowliłeś? 
-Bo tego chciałem - wzruszyłem ramionami. 
-Mogłeś powiedzieć... Wszystko wyglądałoby inaczej - skulił się i schował głowę w ramionach.
-Sehun, było świetnie - złapałem go za brodę i podniosłem głowę. - Chętnie bym to powtórzył, ale  dobrze wiesz, że nie możemy. 
-Przepraszam - w jego oczach zobaczyłem zbierające się łzy. Westchnąłem cicho i wdrapałem się mu  na kolana. Od razu wtulił się w moje ciało i załkał. Głaskałem go po włosach, aż się nie uspokoił. Gdy podniósł na mnie wzrok poczułem falę ufności płynącej do tego chłopaka. Schyliłem się i złączyłe nasze usta. Muskaliśmy się lekko wargami, przelewając w ten pocałunek maksimum uczuć. Nie obchodzi mnie to, że wziął mnie agresywnie i bez czułości. Cieszę się, że był moim pierwszym.


                                                           << rozdział 9 rozdział 7 >>

A/N:Tym jakże dramatycznym zakończeniem (i tak wiem, że spazmujecie przez paring) kończę 8 rozdział. O Baeka i Huna się nie martwcie, od razu mówię, że nie będzie rozłamu w przyjaźni. Btw... Mam coraz większą chęć na napisanie osobnego wieloczęściowca o Hunbaeku i chyba zrealizuję swój plan po zakończeniu School live, ale jeszcze dużo czasu przede mną. Miałam opublikować ten chapter we wtorek, ale dzięki YunHee i jej miłości (♥) przełamałam się i wstawiam na weekend. Dziękuję za komentarze,  to właśnie przez nie zmuszam się do wyłączenia faceeboka i LOL'a. Uwielbiam Wasze reakcje, serio. XD

+
Ups? Mam nadzieję, że jednak zmienisz zdanie ;;


niedziela, 22 marca 2015

School live - chap#7



-HYUNG! CZY TY MASZ MALINKĘ?! – Tao zachłysnął się powietrzem widząc moją szyję. Wywróciłem oczami i potarłem zaczerwienioną skórę. Wspomnienie godzinnej sesji całowania w sypialni rodziców Xiumina wróciło ze zdwojoną mocą. Uśmiechnąłem się lekko.
-Widzę, że nie tylko ja dobrze się bawiłem – zaśmiał się Sehun. Panda słysząc to skrzywił się nieznacznie.
-Kogo dorwałeś w swoje obrzydliwe łapska? – prychnął, ale z zaciekawieniem spojrzał na Huna.
-Twojego sugoi* hyunga – Oh dumnie wypiął pierś.
-Nie żartuj sobie, Lulu-ge nie dotknąłby takiego prostaka jak ty. Po za tym podoba mu się Baekhyun hyung – prychnął.
-Jesteś tego taki pewien? – Hunnie kpiąco spojrzał na Zitao i pokazał na Lu, który szedł w stronę naszego stolika.
-Cześć pandzioszko! – szczęka Tao opadła w dół, kiedy Luhan bez skrępowania rozsiadł się na kolanach Sehuna. Wodził oczami po naszej trójce nic nie rozumiejąc.
-Ale… Ale jak to? – zdezorientowany chłopak próbował załapać co jest na rzeczy.
-Gdybyś na chwilę odessał się od swojego boy’a, to nie zadawałbyś głupich pytań – Soo westchnął znad książki.
-Co, co, co? – Luhan wytrzeszczył oczy. – Masz chłopaka? Czemu nic nie mówiłeś!
-Aish, nie mówiłem, bo miałem z nim zerwać na tej imprezie! – to by wyjaśniało jego nastrój tuż przed przyjazdem do Xiu. – Ale jakoś tak wyszło….
-No nieźle – zagwizdał Sehun. – Który to ten nieszczęśnik?
-Nie chodzi do tej szkoły – burknął Tao. Hunowi momentalnie zrzedła mina, widocznie chciał poznęcać się nad partnerem czarnowłosego.
-Nie chcę wam przerywać, ale wywołujecie niezłą sensację – zaśmiałem się rozglądając po stołówce. Praktycznie każdy zerkał w naszą stronę, namiętnie szeptał ze znajomym i ukradkiem robił zdjęcia (dobra, w tym przypadku tylko dziewczyny).
-Skoro tak się nami podniecają, to ciekawe co będzie teraz – na usta Luhana wkradł się przebiegły uśmiech. Nie zdążyłem przeanalizować jego słów, kiedy znienacka poczułem usta na swojej szyi. Zarumieniłem się mocno podnosząc wzrok na Jongina, który uśmiechał się uroczo. Wstałem od stołu i nieśmiało musnąłem jego wargi. Co jak co, ale całowanie się przy takiej publiczności wymaga odwagi. Rozluźniłem się czując kciuk na swoim policzku. Kai odsunął się ode mnie i opadł na krzesło, chwilę po tym siedziałem na jego kolanach czując rękę masującą moje udo. Kątem oka wyłapałem zapowietrzonego Tao, który próbował jakoś zamaskować swoje emocje. Bezskutecznie. Właściwie nie wiedziałem gdzie mam patrzeć, Soo miał znaczący uśmiech na twarzy, a Hunhan bezceremonialnie dawali upust swojej miłości.
-Poznałeś się bliżej z tym chłopakiem? – wolałem wrócić do Kyunga.
-Jakim chłopakiem? – zmarszczył brwi. Przekręciłem głowę i potrząsnąłem ramionami udając taniec. Jong siedzący za mną zaśmiał się lekko. – Aaa, TYM chłopakiem. Niech ci się nie wydaje, że poznałem tylko jego – poruszył brwiami. – Nazywa się Himchan, całkiem fajniutki.
-I tyle? – zdziwiłem się. – Żadnych wybuchów i fajerwerków?
-Nie jest w moim stylu – potrząsną ramionami.
-To kto jest w twoim stylu? – zmarszczyłem brwi.
-Nieważne – wymamrotał Soo i z powrotem zajął się lekturą. To mnie zastanowiło, ale nie chciałem drążyć tematu. Obróciłem się bokiem do Kai’a i wtuliłem głowę w zagłębienie jego szyi. Objął mnie ramieniem i złączył nasze dłonie razem. Zamknąłem oczy i przestałem zwracać uwagę na otaczających mnie ludzi.

*

-Możesz mi powiedzieć czemu siedzę tutaj z tobą, a nie leżę w łóżku Jongina? – znużony spojrzałem na Sehuna.
-Ponieważ mam ochotę wypić bubble tea z moim chorym na umyśle przyjacielem? – rzucił z uśmiechem.
-‘Chory na umyśle przyjaciel’? Ten opis bardziej pasuje do ciebie – zaśmiałem się.
-Jak możesz mnie tak ranić?! – teatralnie złapał się za serce. (klik)
-Dobra pało, mów co się dzieje – trzepnąłem go w ramię.
-Sypiasz  z Jongiem? – rzucił lekko.
-Co? Czemu pytasz? – spojrzałem na niego zbity z tropu.
-Powiedziałeś, ze leżałbyś z nim w łóżku – wciągnął trochę płynu nie spuszczając ze mnie wzroku.
-To był tylko przykład – potrząsnąłem głową.
-Czyli nie uprawiacie seksu? – brwi Sehuna podniosły się do góry.
-YAH! Nie zadawaj takich krępujących pytań! – zganiłem go.
-Baekhyun, jesteście razem dwa miesiące. Chcę po prostu wiedzieć czy cię rozdziewiczył – potrząsnął ramionami. Boże, czy z tym dzieckiem jest wszystko w porządku?
-Jesteś niemożliwy – westchnąłem.
-Wiem, ale nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
-Do czego potrzebna ci ta wiedza, co? – mruknąłem. – Ja się nie pytam czy sypiasz z Luhanem.
-Bo to zbyt oczywiste – prychnął Hun. Dobra, tu ma rację.
-Tao też zadajesz takie pytania?
-Boże, nie. Nie chcę wiedzieć czy ktoś dobrał się do jego cygańskiego tyłka – zniesmaczony odłożył kubek na stół.
-Jezus… Sehun – zacząłem wątpić w istnienie jego mózgu.
-Nevermide, w dalszym ciągu mi nie odpowiedziałeś - on nie dopuści, wiem to aż za dobrze.
-Jeszcze nie – warknąłem, na co Hun zaczął się brechtać. Widząc moją minę uspokoił się. (klik)
-Ale ciotex. Na co czekasz? Nie ma w tym nic trudnego – wzruszył ramionami. – Po prostu…
-Proszę nie! Nie chcę słuchać rad od jakiegoś dzieciora – przerwałem mu.
-Ale jestem doświadczony, mogę…
-NIE! COKOLWIEK CHCESZ POWIEDZIEĆ, NIE CHCĘ – powiedziałem twardo. Westchnął ciężko i wzruszył ramionami. Bawił się chwilę swoim kubkiem, widocznie przeszła mu chęć na herbatę. Spojrzał na mnie i bezczelnie zabrał moją szklankę z sokiem pomarańczowym. Gnój.
-Rozmawiałeś ostatnio ze swoim przyjacielem? – zapytałem z przebiegłym uśmiechem.
-Jakim? – zmarszczył brwi i zaczął pić MÓJ sok.
-Krisem – rzuciłem słodko. Słysząc to Sehun zakrztusił się i wylał część napoju na stół. Karma, parówo. (klik)

*

Beznamiętnie przerzucałem kartki podręcznika. Lekcja dłużyła się niemiłosiernie. Zdegustowany zerknąłem na siedzącego koło mnie chłopaka, który najwidoczniej nie wie, że istnieje coś takiego jak szczoteczka do zębów. Brudas niczego nieświadom zaczął grzebać palcem między zębami. Powstrzymałem odruch wymiotny i obróciłem się w stronę okna. Gdybym nie gadał tyle z Sehunem, Suho nie przesadziłby mnie do pierwszej ławki. Zganiłem się w myślach i spojrzałem na zegarek. Jeszcze 10 minut. Następna przerwa trwa 5. Wystarczająco czasu żeby zaciągnąć Kai’a do łazienki i wyżyć się na jego ustach. Jeśli się nad tym zastanowić, to ostatnio spędzam z nim zadziwiająco dużo czasu. Po szkole spotykamy się u mnie, albo u niego. Oglądamy filmy, po prostu rozmawiamy. Hun ciągle czeka na rozwój akcji, który nie nadchodzi. To nie tak, że Jongin mnie nie pociąga. Jest wręcz odwrotnie, ale mimo tego nie czuję potrzeby uprawiania seksu. Trochę czułości mi wystarcza, a Kai na szczęście nie naciska. Moje rozmyślenia przerwał pan Wcale-nie-sypiam-z-uczniem. Ogłosił projekt, który mamy wykonać w parach. Obróciłem się do tyłu i spojrzałem na Sehuna, który machał do mnie i uśmiechał się demonicznie. Podniosłem rękę i z kamienną twarzą zgłosiłem swojego partnera. Suho zapisał mnie i Kyungsoo na listę, po czym zaczął pisać na tablicy zagadnienia. Nie minęła minuta, a poczułem wibracje w kieszeni. Dyskretnie wyciągnąłem telefon i odczytałem wiadomość.

Od : Sehuj
OMG, ALE CB HÓJ BAEK :C

Zaśmiałem się pod nosem i usunąłem wiadomość. Niech sobie nie myśli, że będę odwalać za niego całą robotę. Zamarłem czując na sobie stalowe spojrzenie. Podniosłem głowę i od razu zauważyłem Suho patrzącego na mnie. Zakląłem, kiedy  przywołał mnie do siebie.
-Komóreczka na stół, Byun – rozkazał.
-Ale… - zaprotestowałem słabo.
-Na stół – spojrzał na mnie groźnie. – I niech twoja mama po nią przyjdzie. Od razu porozmawiam z nią o twoich ocenach.
-O ocenach? – zmarszczyłem brwi.
-Nie uczysz się już tak dobrze jak kiedyś – zerknął na dziennik i odnalazł moją rubrykę.
-Dalej mam czwórki i piątki – zaprotestowałem.
-Satysfakcjonuje cię to? Byłeś najlepszy w klasie – spojrzał na mnie – ze wszystkich przedmiotów.
-Po prostu materiał jest trudniejszy – podrapałem się po głowie.
-Nie kłam, Byun – pokręcił głową.
-Ale ja…
-Nie obchodzi mnie to, masz się poprawić – westchnął ciężko. – A i Yixing jest bez pary, więc dołączy do ciebie i Kyungsoo.

Wskazany przez nauczyciela chłopak obrócił się w moją stronę. (klik) Wytrzeszczyłem na niego oczy. DAFAK?!* Czemu widzę go po raz pierwszy w naszej klasie? Zmarszczony usiadłem na  swoje miejsce i zrobiłem retrospekcję pięciu miesięcy spędzonych w tej szkole. Nie było go ani przy tablicy, nie pamiętam go także na zajęciach wychowania fizycznego, zero Yixinga. Z otępienia wyrwał mnie dzwonek i szturchnięcie mojego ‘kolegi’ z ławki. Zebrałem swoje rzeczy i od razu podszedłem do Kyunga.
-Kiedy Yixing dołączył do naszej klasy? – zapytałem.
-Dołączył? Jest w niej od samego początku – Soo spojrzał na mnie zdziwiony.
-Ale ja go nigdy nie widziałem! – zbulwersowany rozejrzałem się po uczniach wychodzących z klasy. Jak na złość wcześniej wspomnianego chłopaka już nie było.
-To jest właśnie to o czym ci mówiłem – westchnął Do. – Nie jesteś otwarty na innych ludzi. Siedzisz tylko z nami, gadasz tylko z nami, patrzysz tylko na nas. Pewnie nie kojarzysz połowy klasy.
-Nie prawda – zaprzeczyłem szybko. Kyung tylko potrząsnął głową i ruszyliśmy na przerwę. Sehuna już nie było (chyba się obraził, ups). W mojej głowie ciągle krążył obraz bruneta, więc zapomniałem o planie z Kai’em. Ruszyłem w stronę gabinetu od biologii, pod którą stał Tao.
-Gadałem z Chenem, po lekcjach będziesz miał telefon z powrotem – uśmiechnął się.
-Dzięki Tao – odwzajemniłem uśmiech i oparłem się cierpiętniczo na jego ramieniu. – Ty też znasz Yixinga?
-Jasne, chodzi ze mną i Sehunem na zajęcia taneczne – jęknąłem słysząc pandę. Tylko ja jestem tak zacofany?


*sugoi - wspaniały (japoński)
*dafak - what the fuck (właśnie tak to czytam i piszę)

A/N: To co przed chwilą  przeczytaliście fachowo nazywa się 'zapychaczem'. Jest to bardzo krótki rozdział, w którym macie trochę ochłonąć. Za to w następnym chapterze (zapowiada się na dłuższy od 7) dostaniecie skrętu żołądka. #potwierdzoneinfo napisałam już scenę +18, z paringiem, który rozkłada na łopatki i spazmowałam pół nocy, bo cholera - według mnie to najlepiej opisana akcja jaką kiedykolwiek stworzyłam. Teraz zostało mi tylko dopisać całą resztę, ale to trochę potrwa. Tak więc, trzymajcie się czopki i nie zapominajcie skomentować!