niedziela, 9 października 2016

C.A.U - #7





(Baekhyun pov)

-Luhan, powiedz mi jedną rzecz... Myjesz tę szafkę od pół godziny. Już dawno jest czysta, więc czemu..? - zmarszczyłem brwi patrząc na klęczącego chłopaka. Swoją drogą, Kris ma rację. Lu ma niezły tyłek.
-Nawet nie wiesz ile tutaj jest zarazków! – wysapał blondyn szorując błyszczące już deski.
-Przykładasz do tego zbyt dużą uwagę – pokręciłem głową.
-A ty do Sehuna – uśmiechnął się przebiegle. – Jeden:jeden, skarbie.
-Nie bądź śmieszny – próba wyparcia się zakończyła raczej kiepsko, bo Lu spojrzał na mnie kpiąco i usiadł przy stole.
-To ty nie bądź. Przestałeś się nawet kochać z Krisem.
-Bo wystarcza mi Oh – wzruszyłem ramionami.
-I tego nie rozumiem. Ciągle się pieprzycie, ale nie jesteście razem – przekrzywił głowę próbując chodź w małym stopniu mnie rozgryźć.
-To tylko seks, Luhan. Cielesna przyjemność i brak uczuć – wraz z wypowiedzianymi słowami zrozumiałem jak bardzo się okłamuję.
-Nigdy was nie zrozumiem – zrezygnowany blondyn znów opadł na podłogę i zaczął maltretować kolejną szafkę.
-Musiałbyś się z nim przespać żeby tego dokonać – uśmiechnąłem się do siebie i przypomniałem wydarzenia z zeszłej nocy. Uderzyła we mnie fala gorąca, która sprawiła, że znów zapragnąłem mieć go przy sobie.
-Tu masz rację jest cholernie dobry, ale… - przerwał zdając sobie sprawę z tego co powiedział. Zamarłem, kiedy dotarł do mnie sens jego wypowiedzi.
-Spaliście ze sobą? – mój ton głosu od razu się wyostrzył.
-T-tak, ale… - powstrzymałem go machnięciem ręki i wypuściłem powietrze z płuc. Zazdrość powoli wypełniała moje żyły, chodź to nie powinno mieć miejsca. To znak, że za bardzo się zaangażowałem.
-Nie tłumacz się, Lu. Przecież nie jesteśmy razem, Sehun może robić co tylko zechce – przywołałem sztuczny uśmiech i bez pożegnania wyszedłem z mieszkania. Byłem głupi myśląc, że wszystkie wyznania, które padały z jego ust przy naznaczeniu mojego ciała były prawdziwe. Baekhyun, ty idioto.

*

(Sehun pov)

Zmęczony rzuciłem torbą w kąt przedpokoju i ruszyłem do swojej sypialni. Miałem tak beznadziejny dzień, że jedyne czego chciałem, to przytulenie się do Baekhyuna, schowanie nosa w zagłębieniu jego pachnącej szyi i poczucie jego długich palców masujących moją głowę. W takich chwilach dziękowałem Bogu, za to że chłopak jest starszy ode mnie i przez rozkład zajęć szybciej wraca z uczelni. Prawie codziennie po powrocie do domu zastawałem go skulonego na moim łóżku, bawiącego się telefonem lub po prostu śpiącego. Tym razem jednak go nie było, więc niezadowolony obróciłem się na pięcie i wyszedłem z mieszkania. Głośna muzyka wydobywała się z mieszkania naprzeciwko, ale drzwi były zamknięte. Moja frustracja zaczęła się pogłębiać, kiedy czekałem aż ktoś łaskawie otworzy mi drzwi. Nastąpiło to po dłuższej chwili i wreszcie zobaczyłem znudzonego Baeka, który z widoczną niechęcią otworzył mi drzwi. Mimo wszystko pochyliłem się by cmoknąć go w usta, ten jednak zatrzymał mnie układając dłoń na mojej klace piersiowej.
-Coś się stało? – zmarszczyłem brwi patrząc na niego zdziwiony.
-Nie, ale chyba za bardzo się przyzwyczaiłeś, co? – wzruszył ramionami niewiele na mnie patrząc. Byłem zbity z tropu, jeśli w ogóle można tak to nazwać.
-Musiało się coś stać – założyłem dłonie na klatce piersiowej patrząc na niego wyczekująco.
-Chyba musimy skończyć naszą zabawę – rzucił sucho, co zabolało mnie bardziej niż mógłbym się spodziewać.
-Jaką zabawę? – zapytałem głupio nie spuszczając z niego wzroku.
-Dobrze wiesz jaką – prychnął podnosząc wzrok. – To już się zrobiło nudne.
-Nudne? – powtórzyłem głucho starając przyswoić jego słowa. Nijak mi to nie wychodziło. – Żartujesz sobie teraz ze mnie?
-Sehun, nie mam czasu. Jutro mam zaliczenia – machnął dłonią i od tak sobie zamknął drzwi przed moim nosem. Wypuściłem powietrze z płuc próbując się uspokoić. Jeszcze wczoraj wtulał się we mnie i nie dawał skupić nad lekcjami. Dziś traktuje mnie jak nic nie znaczącego natręta. Wpadłem do mieszkania trzaskając drzwiami i padłem na łóżko. Muszę to odespać.

*

Kolejne dni mijały dla mnie w zastraszająco wolnym tempie. Baekhyun wyraźnie mnie unikał, co było bardziej niż dziwne. Nawet nie przychodził do nas na herbatę. Musiało się coś stać, ale nijak nie mogłem z niego wyciągnąć o co chodzi. Dalej byłem urażony przez jego słowa, ale starałem się nie rozpamiętywać tej feralnej rozmowy. Luhan też był małomówny, a widząc mój parszywy humor szybko znikał w swoim pokoju zasłaniając się masą nauki. Kolejnym czynnikiem mojego coraz gorszego nastroju był fakt, że ten koniojebca (tak, mówię o Krisie) coraz częściej przesiadywał u Luhana, co starszemu chyba przestało przeszkadzać. W dodatku Chanyeol nie dawał mi spokoju i zasypywał mnie irytującymi wiadomościami na fb. To zdecydowanie najgorszy okres w moim cudownym życiu wypełnionym spaniem, graniem, opierdalaniem się i nie martwieniem o nic.


(Baekhyun pov)

Miłości nie ma. Zrozumiałem to po kolejnym odcinku dramy, która rozerwała moje serce na pół, gdy dowiedziałem się o zdradzie głównego bohatera. Wyjąłem setną chusteczkę wycierając zaczerwieniony już nos. Życie jest do dupy. Powinienem urodzić się brzydki. Wtedy poznałby mnie jakiś przystojniak, który jakimś cudem oddałby mi swoje serce. Będąc ładnym mogę być tylko wykorzystany. Do takich wniosków doszedłem wlepiając tępo oczy w miskę z niedokończonymi chipsami. Moją uwagę od tego jakże interesującego obiektu oderwał człowiek otwierający drzwi pokoju. Jakim prawem?
-Wynocha – prychnąłem patrząc na wysokiego chłopaka, który już od ponad tygodnia irytował mnie samym istnieniem.
-Nie, porozmawiajmy – spojrzał na mnie twardo, a ja poczułem się jak nierozsądny gówniarz, który ucieka od problemu.
-Nie chcę – westchnąłem patrząc mu w twarz. Sehun słysząc to ścisnął szczękę, co było cholernie pociągające. Ale nadal mnie wkurwiał.
-Mam być szczery? Mam cię dość – syknął na co zacisnąłem usta w wąską linię. – Najpierw starałem się nie wiadomo ile by do ciebie dotrzeć, potem oddajesz mi się i jest świetnie, po czym nagle masz mnie w dupie i traktujesz jak powietrze.
-Oh, ale w międzyczasie znalazłeś też chwilę żeby przelecieć kogoś innego – uśmiechnąłem się słodko.
-Co? – spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nie udawaj idiotę, Sehun – warknąłem czując gorycz napływającą do ust. Byłem tak cholernie zazdrosny, że miałem ochotę roztrzaskać go o ścianę.
-Ale to było zanim..
-Nie obchodzi mnie to, rób co chcesz, przecież nie jesteśmy razem – powiedziałem na tyle obojętnie, że aż sam sobie pogratulowałem dobrego aktorstwa.
-Gdyby Kris przespałby się z kimś innym, to nie robiłbyś mu wyrzutów.
-O czym ty teraz mówisz? Przecież niczego ci nie zarzucam – wzruszyłem ramionami. Chciałem zakończyć już tę rozmowę. Czekały na mnie jeszcze trzy odcinki i kilka garści paprykowych chipsów.
-Ale zachowujesz się jak urażona dziewczynka – westchnął głośno i przejechał dłonią po twarzy. Oho, nie tylko mnie zmęczyła ta konwersacja.
-Nie bądź śmieszny i wyjdź wreszcie z mojego pokoju – syknąłem układając laptop na udach. Odpaliłem serial nie zaszczycając go już ani jednym spojrzeniem. Ten stał jeszcze chwilę wpatrując się we mnie po czym wyszedł z pokoju. Miałem odetchnąć z ulgą, gdy zobaczyłem, że drzwi znowu się otwierają. – Powiedziałem ci coś, Sehun.
-Już wyszedł – Kris klepnął obok mnie na łóżku.
-A ty czego chcesz?
-Porozmawiać – jęknąłem cierpiętniczo zamykając laptop i wstając jednocześnie pokazując palcem drzwi.
-Chcę zobaczyć twoją twarz za progiem mojej sypialni, proszę.
-Baek, nie uciekaj od niego – wywróciłem oczami widząc jego poważną minę.
-A ty kim jesteś żeby mówić mi takie rzeczy? Ile razy uciekałeś od konsekwencji jednorazowych numerków? To był tylko seks, nic nas nie łączy, zrozum to.
-Skończyłem z tym, ale nie zauważyłeś tego, bo byłeś zbyt wpatrzony w Sehuna – jego głos zaczął mnie doprowadzać do białej gorączki. Miałem ochotę zakopać go w tym samym grobie co O.S.
-Odwala ci, Kris. Nie próbuj mi się zmieniać.
-Zrozum mnie – Kris westchnął ciężko – ja po prostu chcę się ustatkować.
-Niby od kiedy? – spojrzałem na niego mocno zszokowany, na co ten zrobił bliżej nieokreśloną minę. – Z tego co mi ostatnio mówiłeś wywnioskowałem, że kochasz życie kawalera.
-Musiałeś to źle zinterpretować! – warknął. – Nie widzisz jak się staram dla Luhana?
-Serio, Kris? Próbujesz uwieść Luhana? Myślałem, że to tylko żart – prychnąłem.
-Nie rozumiesz, Baek. Poznałem go i widzę więcej. On wydaje się być tym typem, który potrzebuje mężczyzny, który będzie o niego dbać i da mu poczucie stałości.
-I ty jesteś typem takiego chłopaka? – rozbawiony podniosłem brwi.
-Ughh, nie… Ale się zmieniam! – zmieszał się na chwilę, ale wytrwałość nie opuszczała jego głosu.
-Odwaliło ci, Wu – pokręciłem głową i ruszyłem do drzwi, bo miałem dość przebywania z nim w jednym pokoju.
-Bo się zakochałem, Baekhyun – Kris powiedział cicho, ale udałem że tego nie słyszę. Zamknąłem za sobą drzwi i oparłem się o nie plecami. Nie podoba mi się, że Kris chce kogoś na poważnie. Nie podoba mi się, że moje idealne życie się zmienia. Nie podoba mi się, że mój sąsiad ma na mnie wpływ. A przede wszystkim nie podoba mi się, że chcę Oh Sehuna.

*

(Kris pov)

-Luhan? Gdzie jesteś? – zawołałem zamykając za sobą ostrożnie drzwi. Trzymałem w dłoni tacę z parującymi babeczkami. Przeczytałem ostatnio w internecie, że dziewczyny uwielbiają, gdy faceci dla nich gotują. Co prawda Lu nie jest dziewczyną, ale mam nadzieję, że na niego to też zadziała. To jedna z wielu prób pokazaniu mu, że jestem poważny w swoich uczuciach, jednak on jest albo głupi (to słowa Baekhyuna, nie moje) albo po prostu znęca się nade mną. Słysząc krzyk dobiegający z salonu ruszyłem tam śmiejąc się w duchu z tego co robię. Ja, Kris Wu, przystojny, rosły mężczyzna, którego pragnie większa część populacji uniwersytetu człapa w różowych kapciach do chłopaka, który jest co najmniej dziwny i nie widzi wcale mojej desperacji. Dochodzę do wniosku, że naprawdę mi odbiło. –Mam coś dla Ciebie. – Uśmiechnąłem się do niego stawiając na stoliku tackę, na której było 9 babeczek, które bardziej przypominały rzygi kota Yixinga niż cokolwiek innego.
-Oooo, to słodkie, Kris – rozczulił się patrząc na moje dzieło. – A co to jest tak właściwie?
-Babeczki oczywiście – oburzyłem się na co zareagował głośnym śmiechem. Sięgnął po jedną starając ukryć rozbawienie i odgryzł kawałek.
-Myślałem, że będą gorsze – parsknął ścierając okruszki z twarzy.
-Nie doceniasz mnie – pokręciłem głową zdając sobie sprawę, że mój ostateczny plan zawiódł.
-Doceniam, Wufan – posłał mi lekki uśmiech, który rozczulił mnie aż za bardzo. Czysto odruchowo pogłaskałem go po włosach, które ostatnimi czasy zafarbował na jasny blond. Pasował do mnie teraz jeszcze bardziej, co utwierdzało mnie w przekonaniu, że będziemy idealną parą. Chłopak przymknął oczy, kiedy zacząłem przeczesywać miękkie kosmyki. Rozważając wszystkie za i przeciw postanowiłem ukraść mu szybkiego całusa, który może okazać się moim ostatnim w życiu, ale jebać konsekwencje. Pochyliłem się w momencie gdy otworzył oczy. W moim gardle uformowała się potężna gula, gdy zdałem sobie sprawę, że zostałem przyłapany na gorącym uczynku i co najgorsze nawet nie zdążyłem go pocałować. Przełknąłem z trudem ślinę i po prostu patrzyłem na niego nie odsuwając się. Jego nad wyraz spokojna twarz nie wyrażała nic, co jeszcze bardziej mnie przerażało.
-Pocałujesz mnie w końcu czy nie? –westchnął opierając podbródek na dłoni. Wytrzeszczyłem na niego oczy automatycznie odsuwając się na drugi koniec kanapy. To nie jest Luhan, na pewno nie.
-Powtórz to, bo chyba się przesłyszałem – wycharczałem mrugając szybko. Ten jedynie przewrócił oczami i zmarszczył nos.
-Albo teraz to zrobisz, albo się rozmyślę i wszystkie twoje starania pójdą w pizdu, Kris – spojrzał przelotnie na swoje paznokcie, po czym przeniósł wzrok na mnie. W dalszym ciągu nie mogłem uwierzyć, że osoba siedząca przede mną mówi takie rzeczy. Xiao, którego znam nigdy nie przeklina, jest słodki i zawstydza się częściej niż ja pierdzę.
-Musisz chwilę poczekać, w tym momencie jestem w szoku – powachlowałem się dłonią nie spuszczając wzroku z chińczyka.
-Wufan, bądź mężczyzną, proszę cię – westchnął blondyn ponownie wywracając oczami. – Myślałem, że jesteś tym zdecydowanym typem, który przyciśnie mnie do kanapy i da porządnego klapsa, ale widocznie się myliłem.
-Lubisz takich mężczyzn? – wytrzeszczyłem oczy. Nie spodziewałem się tego, nie po nim. – Opowiedz mi jeszcze.
-Chyba śnisz, nie będę mówić o swoich preferencjach łóżkowych, to żenujące – zarumienił się lekko, co dało mi jakiegoś wewnętrznego kopa. Wyprostowałem się łapiąc go za nadgarstek. Chłopak uśmiechnął się ledwie zauważalnie i władował mi się na kolana. Możecie wyobrazić sobie mój stan emocjonalny w tym momencie. Miałem Luhana (L U H A N A) na tyle blisko, że czułem jego delikatny żel pod prysznic, który pachniał wyjątkowo słodko. Oczywistym faktem jest, że mój członek zaczął się pobudzać przez ten minimalny kontakt fizyczny. Nie byłbym sobą gdyby tak się nie stało. Śmiem sądzić, że będę tak reagować na młodszego przez dłuższy czas (to na swój sposób słodkie, prawda?).
-Mam się sam przekonać czy zdradzisz mi kilka tajemnic? – mruknąłem łapiąc go mocno za pośladki. Poczułem na twarzy urywany oddech, lecz nic poza tym. Zacząłem ugniatać jędrne ciało, co spodobało się Lu. Nie musiał tego mówić, mimika twarzy zrobiła to za niego. Przejechałem nosem po gładkiej szyi, która kusiła mnie od dłuższego czasu. Niewiele myśląc zatopiłem w niej zęby, za co zostałem nagrodzony mocnym pociągnięciem za włosy. W tej chwili postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Blondyn nie wyglądał na człowieka lubiącego ostrzejsze klimaty, ale jego zachowanie pokazywało co innego. Lepiej dla mnie, nie będę musiał się hamować. – Rozbierz się.
-C-co? – momentalnie otworzył oczy i spojrzał na mnie. – Gra wstępna nie polega rozebraniu się jednego z partnerów.
-Wiem na czym polega gra wstępna, a teraz zdejmuj ubrania – warknąłem gniotąc jego pośladki. Chłopak zbity z tropu wstał i niepewnie ściągnął koszulkę. Mój wzrok powędrował po jasnej skórze. Zdecydowanie jest już mój.

(Luhan pov)

Na początku pomyślałem, że Krisowi odbiło. Wyobrażałem sobie, że wzajemnie pozbędziemy się ubrań i nasz wspólny pierwszy raz odbędzie się w pośpiechu i lekkiej niezręczności. A koniec końców niezręcznie czułem się jedynie ja. Po pozbyciu się koszulki patrzyłem się w ścianę naprzeciwko, beleby nie na Wufana. Nie przepadałem za swoim ciałem, więc nie chciałem zobaczyć zawodu na jego twarzy. Nagle poczułem dotyk palców na podbrzuszu, więc musiałem przenieść tam mój wzrok. Kris najwidoczniej znudził się czekaniem, dlatego sam zaczął zsuwać szare  dresy z nóg. Moje policzki zalała fala różu, gdy pełne usta zetknęły się ze skórą nad kością biodrową. Powolne muśnięcia zbliżały się do pępka, a stamtąd w dół, aż do gumki od bokserek. Nie minęła dłuższa chwila, a stałem całkowicie nagi przed w pełni ubranym blondynem. To było dość poniżające., a co najśmieszniejsze nie wykluczało rosnącego podniecenia. Moje serce łomotało w klatce piersiowej gdy patrzyłem jak starszy bezwstydnie sunie wzrokiem po całym moim ciele. W pewnym momencie zacząłem czuć dreszcze rozchodzące się od kości ogonowej w górę, aż do karku. Dominacja, która zaczęła emanować od Wufana była wręcz namacalna. Przygryzłem wargę opadając na kolana. Oparłem się policzkiem o wnętrze jego uda podnosząc prosząco wzrok na ciemne oczy. -Mogę…? -Tylko tyle udało mi się wydusić gdy poczułem dużą dłoń w moich włosach. Całkowicie nie rozumiałem swojego zachowania, łaszenia się. Przestraszyła mnie myśl, że chcę poczuć się poniżony.
-Chcesz go? – barwa jego głosu zmieniła się wraz z wypowiedzeniem tych słów. Kiwnąłem potulnie po czym przejechałem nosem po wnętrzu jego uda. -Dostaniesz go w nagrodę, teraz kładź się na stół. Nogi szeroko.

Zamrugałem kilkakrotnie, gdy dotarł do mnie sens jego słów. Odmówił mi obciągnięcia mu, w dodatku mam się położyć na stole, gdzie będzie miał na mnie jeszcze lepszy widok. Przełknąłem ciężko ślinę odstawiając na podłogę foremkę z babeczkami, po czym ułożyłem się na szklanym stoliku. Rozsunąłem nogi, lecz nie wiedziałem co mam z nimi zrobić. Wyręczył mnie stawiając stopy po obu stronach swoich ud. Przeszły mnie ciarki gdy poczułem te ciepłe dłonie sunące od kostek w górę. Jednak z jego dłoni złapała mój nadgarstek i nakierowała dłoń na mojego penisa. W głowie mi zawrzało. Miałem masturbować się tuż przed nim? To jest bardziej niż niezręczne czy krępujące. Dlaczego jednak mnie to tak podnieca? Niewiele myśląc zacząłem powolnymi ruchami przejeżdżać po całej długości swojej dumy. Przymykając oczy starałem się zapomnieć o jego obecności. Jednak jedna z dłoni wciąż nieznacznie masowała moją łydkę, a dość wyraźny zapach jego perfum unosił się w powietrzu. Po upływie kilkunastu dłużących się minut do moich uszu dotarł dźwięk rozpinanego rozporka. Podniosłem głowę akurat w momencie, gdy chłopak wziął do ręki swoje przyrodzenie patrząc mi przy tym prowokująco w oczy. Tego było za wiele. Fakt, że Kris dogadza sobie patrząc jak masturbuję się dla niego był czymś niewyobrażalnie pociągającym. Wydałem z siebie stłumiony jęk przyśpieszając. Wiedziałem, że dużo mi nie trzeba, a nie miałem pojęcia ile chłopak zamierza to ciągnąć. Naraz poczułem na kolanie mokry pocałunek i zobaczyłem jak Wu podnosi się z kanapy. Nie spiesząc się obszedł stolik i stanął naprzeciw mojej twarzy. Nie pozwolił mi się okręcić, ani zaprzestać ruchów. Wciąż leżąc na plecach wziąłem jego penisa do ust, co było cholernie ciężkie w tej pozycji. Jednak nigdy nie starałem się bardziej niż w tej chwili. Chciałem mu sprawić przyjemność. Gdy będzie zadowolony doprowadzi mnie to stanu omdlenia pieprząc mój chudy tyłek. Wiedziałem to. Zaangażowałem się więc całkowicie, ciężkie sapanie utwierdzało mnie w przekonaniu, że robię to dobrze. Jednak nim doszedł blondyn wybuchłem ja. Nie sądziłem, że ta sytuacja wpłynie na mnie aż tak bardzo. A jednak. Wufan po wyjęciu penisa z moich ust wytarł mokre wargi po ślinie, po czym wrócił na swoje miejsce na kanapie. Na drżących nogach podniosłem się i widząc ruch jego palca obróciłem się tyłem. Stałem tak drżąc na całym ciele aż nie poczułem mokrych palców między pośladkami. Byłem zmęczony po przeżytym orgazmie jednak chciałem więcej, a nastąpiło to szybciej niż się spodziewałem. Kris ominął dość ważną część czyli rozciąganie, po prostu stanowczym ruchem pociągnął mnie między swoje kolana gdzie wbił się we mnie mocno. Zaskowytałem z bólu zaciskając przy tym paznokcie na jego nadgarstkach. Chłopak nie czekał na mnie, zaczął poruszać się miarowo co przyniosło mi przyjemność dopiero po dłuższym czasie. Nie mogąc utrzymać się na nogach oparłem się o jego wyrzeźbioną klatkę piersiową niestety schowaną za koszulą w kratkę. Wufan w przypływie nagłej czułości przyciągnął mnie do ciepłego uścisku masując moje podbrzusze, całując przy tym po uszach i szyi. Wciąż słyszałem szeptanie, które swoją drogą doprowadzało mnie do białej gorączki. Jestem pewny, że przez dłuższy czas będę słyszeć w głowie jego głos mówiący ‘’wspaniale sobie radzisz, maluchu’’. Jednak ta chwila nie trwała długo, oboje czuliśmy już zbliżające się spełnienie. Kris niespodziewanie zmienił pozycję wstając przez co musiałem oprzeć się rękoma o stolik, by nie upaść. Chłopak trzymał mnie jedną dłonią za biodro, a drugą dociskał do siebie trzymając za kark. Krztusiłem się własnymi jękami przez tempo jakie narzucił, a łącząc to z mocnymi pchnięciami, które kończył precyzyjnym uderzeniem w prostatę… Coś niesamowitego. Nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego w swoim życiu, więc dochodząc przysięgłem sobie, że będę czerpać tej przyjemności jak najwięcej się da. A mając przy sobie takiego chłopaka jakim jest Wufan… jestem pewny, że nie będę próżnować.

8# ☜ #6

wtorek, 6 września 2016

96

96

Luhan & Jongin


Cześć, mam na imię Luhan. Wakacje 2016 poprzedzają mój ostatni rok w liceum. Potem tylko matura, długi odpoczynek i studia, na które nie wiem czy się dostanę. Nie przychodzi mi nawet do głowy jaki kierunek mam wybrać. A jeśli mowa o przeprowadzce do większego miasta, to po prostu mnie skręca. Ale nie o tym chciałem się wyżalić. 

Jak większość współczesnej młodzieży ciągnie mnie do związku. Do drugiej osoby. Gdy ma się 18 lat hormony zaczynają buzować, dłoń staje się niewystarczająca, a myśli wciąż kręcą się wokół pornografii. Mam nadzieję, że też tak macie. Jeśli nie, to po prostu uznajcie, że jestem zboczeńcem. Cóż, może nie z zewnątrz. Bo przez swój wygląd uchodzę za spokojnego i miłego chłopaka, który jest dość wstrzemięźliwy jeśli chodzi o alkohol, a co do używek czy narkotyków to zawsze jest na nie. Uczę się też nie najgorzej, jednak wiem, że moja wiedza wynosi jakieś 10% tego co powinienem zapamiętać do tej pory. Nie wiem gdzie uleciały te jedenaście lat edukacji. Jeśli chodzi o samą szkołę czy też ludzi do niej uczęszczających mam mały dylemat. Nie wiem czy mam ochotę zamordować praktycznie dwie trzecie populacji uczęszczającej do tej pięknej instytucji czy po prostu wolę mieć wszystkich w dupie. No ale nie zawsze taki byłem, to prawda. W podstawówce byłem szczęśliwym dzieciakiem, które jednak zostało napiętnowane inną narodowością. Może się zdziwicie, ale gdy przeprowadziłem się z Chin do Korei i zacząłem swoją edukację w pierwszej klasie żaden dzieciak się do mnie nie odzywał. Nie umiałem języka, ale przede wszystkim byłem nieśmiały. Z biegiem czasu jednak zadomowiłem się i wszystko stało się łatwiejsze. Miałem konflikty z osobami, które nigdy w pełni mnie nie zaakceptowały, jednak nie równało się to z tym co działo się na moim osiedlu. Wychodząc z domu słyszałem serię przezwisk, które nie powinny mieć miejsca. Jednak dzieciaki potrafią być okrutne i straszliwe głupie. W gimnazjum sytuacja nieco się zmieniła. Poznałem chłopaka, do którego czuło się respekt. Również był chińczykiem, jednak przeprowadził się nieco szybciej niż ja. Wufan był dobrym przyjacielem. Prał każdego kto tylko powiedział na mnie złe słowo. Skończyło się to tym, że mogłem swobodnie przejść się po podwórku, a żaden idiota nie ośmielił się choć otworzyć ust. 

W ostatniej klasie gimnazjum poszedłem do pracy dorywczej gdzie płacili mało, traktowali okropnie, ale czasami karmili za darmo. Tam stałem się samodzielniejszy. Przez kilka miesięcy zmieniłem się dość mocno, więc bez problemów poszedłem do liceum. Nie martwiłem się niczym, stałem się obojętny na wszystko. Trafiłem do klasy z ludźmi z podstawówki. Nie było nikogo z mojej byłej klasy, co przyjąłem z ulgą. Jednak wciąż grupka chłopaków, która trzymała się razem od najwcześniejszych lat pozostała niezmienna. Już wkrótce stałem się nierozłączny z Sehunem, Jonginem i Chanyeolem. Jednak nie na nich skupiłem swoją uwagę. Mój wzrok wciąż uciekał na plecy chłopaka, który siedział kilka rzędów przede mną. Od pierwszego dnia szkoły stał się moim crushem, a ja mogłem godzinami rozwodzić się na temat tego jak cudownie wygląda dzisiejszego dnia. Wysłuchiwał tego zawsze Junmyeon, który został moim serdecznym przyjacielem z czasów gimnazjum. 

Tak, cholernie zauroczyłem się Zhang Yixingiem. Mimo widocznej niechęci Kim’a dalej uważałem, że będziemy najwspanialszą parą na świecie. Moje marzenia jednak rozwiał fakt, że wrócił do swojej byłej. No cóż, chociaż mogłem pomarzyć, że jest gejem. Koniec końców zamieniłem z nim kilka słów w ciągu całego roku szkolnego. A, no i wpakowałem się w półroczny związek z Kyungsoo, który nie miał prawa istnieć. Nie pytajcie jakim cudem to się stało. Sam nie mam pojęcia. Nasze spotkania ograniczały się do oglądania lesbijskich filmów i grania w LOL’a. Z tego wszystkiego zostało mi tylko uzależnienie od tej cholernej gry. No i miano suki, bo skrzywdziłem zakochanego po uszy chłopaka. Zapamiętajcie sobie jedno: nie jestem typem osoby, która kogoś uszczęśliwia swoim kosztem. Patrzę na siebie, swoje potrzeby i odczucia. Jakoś to się chyba nazywa. Egoizm czy coś w tym stylu. 

No i tak wylądowałem w drugiej klasie, gdzie musiałem określić kierunek w którym chcę iść. Popełniłem poważny błąd wybierając mat-geo, ale o tym przekonałem się w dużo późniejszym czasie. Cóż, sśisłowiec ze mnie żaden. Jedynym plusem tej fatalnej decyzji był fakt, że w nowej klasie wylądowała moja stara paczka. Zżyliśmy się jeszcze bardziej, w ciszy nienawidząc pozostałą część klasy, która była dosłownie tępa. Za to my jako elita, umysły otwarte i osoby z wielkim poczuciem humoru jakoś ratowaliśmy ten statek płynący do nikąd. Yixing wybrał inny kierunek, co w duszy mnie ucieszyło. Już nie zaprzątałem sobie nim myśli, chociaż na korytarzu dalej lśnił niczym gwiazda betlejemska. 
 
Ale tu zaczyna się ta gorsza część mojego marnego życia miłosnego. A mianowicie Kim Jongin. Ciężko było mi się do tego przyznać przed samym sobą. Traktowałem go jak przyjaciela od ponad roku. Spędzałem z nim każdą przerwę, pisaliśmy ze sobą każdego dnia, ale nigdy nie darzyłem go jakimś głębszym uczuciem. Może dlatego że non stop mnie wyzywał, nie miał, a raczej dalej nie ma za grosz szacunku do mojej osoby i generalnie bardziej wkurwia niż cieszy swoją osobą. A jednak podświadomie zacząłem doceniać krótkie momenty gdy był miły czy komplementował mnie. Nasza relacja była dość dziwna. Większość znajomych uważało, że zachowujemy się jak para z pięcioletnim stażem. Albo małżeństwo z problemami. Kto jak woli. Zawsze się tego wypierałem, jednak z czasem zacząłem się cieszyć, że ludzie postrzegają nas jako parę. Jednak chłopak nigdy nie zrobił kroku do przodu. W jego zachowaniu czasem dało się wyczuć zazdrość czy oddanie, jednak jest on tym skomplikowanym typem osoby, który nic nie da po sobie poznać. Nie wiesz czy pisząc ‘kocham Cię’ mówi naprawdę czy śmieszkuje. To frustrujące. Friendzone ssie, zdecydowanie. No i tak sobie żyłem z myślą, że jedynym chłopakiem, który nadaje się na mojego partnera jest idiota, który podrywa wszystko co ma zgrabny tyłek i nienajgorszą twarz. A, zapomniałem o dość ważnej rzeczy. Snapujemy. Ale nie jak normalni kumple, raczej jak para. Chyba można to tak nazwać, gdy wysyłam mu zdjęcie jak leżę mokry po prysznicu w samych slipkach osuniętych na kościach biodrowych. Zawsze po tego typu zdjęciach dostaję nagrodę w postaci ‘omg, Luhan, kocham cie’. To chłepta moje ego, gdy prosi o więcej. A gdy mówię, że już wystarczy i że po co mu więcej odpowiada ‘to chyba nie dziwne, że chcę widzieć zgrabnego chłopaka’. Wtedy mięknę. Bo kto by się oparł? Potrafi być naprawdę cudowny, gdy wyłudza kolejne snapy. To stało się wręcz nasza rutyną. Photo na dobranoc, jego zadowolenie i moja świadomość krzycząca ‘idioto, i tak z nim nie będziesz!’. 

No i zaczęły się wakacje. Próbowałem wyciągnąć go na dwór, jednak on jest tym typem, który woli nakurwiać w LOL’a 24/7 (tak, w czymś przypomina Kyungsoo, to dziwne), a jeśli już wychodzi, to żeby się nachlać. Ale nie ze mną. Oczywiście, że z Chanyeolem. 10 lipca stał się przełomem. Napisał, że jeśli mam czas to czekają u Yeola w piwnicy. Niewiele myśląc ruszyłem w dobrze znanym kierunku ze Stock’iem 0,5 w jednej dłoni i telefonem w drugiej. Nie miałem w planach się schlać. Naprawdę. Jednak widok Chanyeola z Baekhyunem mnie przybijał. Byli zbyt zgraną parą. Sehun zaczął doprowadzać mnie do szwedzkiej pasji po prostu swoją mordą, a Jongin… Cóż, Jongin pod wpływem alkoholu stał się dość nachalny. Szybko ze swojego krzesła przeniosłem się na jego kolana skąd nie było już ucieczki. Jednak zbyt perfidnie sobie pogrywał. Wsadzał ręce pod koszulkę, dłoń trzymał prawie, że na moim kroczu. Wciąż się śmiałem i trzymałem go z dala od siebie, jednak przez tempo picia, które nadał Park szybko odpadłem. Chyba nie trzeba wam mówić, że osoba, która mało pije nie potrzebuje dużo do uchlania się. Pustka, która nastąpiła po trzeciej połówce mnie przeraziła. Nagle nie wiedząc jak i czemu znalazłem się na trawniku, który przyjemnie chłodził moje plecy. Patrzyłem chwilę w ciemne niebo na którym widniało zaledwie kilka gwiazd. Nagle obok usłyszałem głębszy oddech i zauważyłem, że niedaleko leży Jongin. Był pijany, to pewne. Jednak nie tak jak ja. Podniosłem się do siadu czując, że zbiera mi się na śmiech. Po chwili dałem upust siedzący we mnie emocjom. Śmiałem się głośno i z całego serca. Kim tylko pokręcił głową i również usiadł. Wyłapałem kątem oka Sehuna śpiącego na kanapie przy śmietniku i Chanyeola siedzącego w piwnicy, oczywiście z telefonem w ręce. Byun pewnie się już zmył, bo było grubo po północy, a on ma czas do 23. Spojrzałem wprost na Jongina, a on pociągnął mnie za rękę na swoje kolana. Objąłem go nogami wokół pasa nie odrywając tyłka z ziemi. Czułem jak koniec jego buta wbija mi się boleśnie w pośladek, jednak nie skomentowałem tego. Byłem bardziej zajęty tym, że zaczęliśmy się całować. Umknął mi ważny element całej tej sytuacji. A mianowicie - kto zainicjował pocałunek? Nie było to jednak najważniejsze w tamtym momencie. Całując go znowu zacząłem się śmiać. Chłopak po chwili również chichotał w moje usta. Oderwaliśmy się na chwilę, a ten wyrzucił z siebie ‘’przestań się śmiać, bo ci wyjebie’’, a ja prawie, że wybuchnąłem śmiechem. Prawie, bo znów czułem jego język w swoich ustach. Nie był to dobry pocałunek. Czułem to pomimo pijackiego zaćmienia. Przyłożyłem dłoń do jego szyi i odkleiłem się od niego rzucając przy tym, że robi to źle. Syknąłem gdy gryzł mnie w ramię, za karę oczywiście. ‘’Chory jesteś, robię wszystko dobrze’’. Naprawdę chciałem się śmiać. Docierał do mnie fakt, że całuję chłopka, którego pragnę mieć przy sobie. Który znienacka stał się moją miłością, nie zauroczeniem. Jednak cała ta sytuacja była po prostu zabawna. Nigdy by do niej nie doszło gdybyśmy byli trzeźwi. Jednak śmiech ugrzązł mi w gardle, gdy poczułem jak mocno oplata moją talię ręką, drugą zaś wsuwając pod moje udo, wręcz na pośladek. Tak właśnie podniósł mnie z zimnego gruntu na swoje krocze, po czym zamruczał zadowolony, a mi zrobiło się momentalnie gorąco. Zaczęliśmy całować się bardziej dokładnie. Już nie zderzaliśmy się zębami, nie chichotaliśmy. Byliśmy całkowicie spleceni, ciasno przylegające do siebie ciała. W pewnej chwili zbyt mocno się odchylił i wylądował plecami na trawie. Przez ten ruch rozłączyliśmy usta. Starałem się unormować oddech leżąc na nim. ‘Chcesz jeszcze?’, cholera, nie wiedział jak bardzo. Bez słowa wróciłem do jego napuchniętych już warg. Nie mam pojęcia ile jeszcze tam leżeliśmy. To mogło być kilka chwil, a może kilkanaście minut. Czułem jego ręce pod koszulką, a nawet pod bokserkami. Uwielbia mój tyłek, bardzo dobrze o tym wiem. Cóż, właśnie wtedy mój umysł stwierdził, że już starczy na dziś i znowu powstała niewielka dziura w mojej pamięci. Zostały przebłyski z tego jak Kim przeraził się, że zostało mu 6% baterii w telefonie i poleciał do domu. Potem Oh wrócił do żywych i wspólnymi siłami z Chanyeolem odprowadzili mnie do domu.

Tak, dokładnie o 03:46 otworzyłem drzwi domu. Byłem z siebie cholernie dumny. Trafiłem do zamka za pierwszym razem! Jednak w następnej chwili naskoczyła na mnie matka robiąc awanturę. Była tak wzburzona, że nie włączyła nawet światła i bogu dzięki, bo jeszcze by zobaczyła, że nie jestem w pełni trzeźwy. Szybko się zmyłem do pokoju i usnąłem w podobnym tempie. Następnego dnia przywitała mnie susza, ale radośnie stwierdziłem, że nie boli mnie głowa ani nie mam nudności. Na tym by się skończyły pozytywy. Rodzice czekali na mnie w kuchni popijając kawę. Gdy wszedłem do pokoju oczy matki rozszerzyły się w niedowierzaniu. Złapała mnie za ramiona przyciągając je bliżej twarzy. Jak się okazało Jongin ma całkiem niezły zacisk szczęki. Na obu ramionach widniały dorodne siniaki, o których nie miałem nawet pojęcia. Pospiesznie wymyśliłem stertę kłamstw, o tym, że Junmyeon płakał mi w ramię do czwartej nad ranem, bo ma patole w związku i nie miałem serca go zostawić samego. Wtedy matka złagodniała, bo uwielbiała mojego przyjaciela. Mimo wszystko dostałem karę /tak, w wieku 18 lat!/, więc mogłem pożegnać wypady z chłopakami. Marna 23 i mam być w domu. Przeklinając w myślach Chanyeola za to, że mnie tak schlał wpakowałem się pod prysznic, gdzie odkryłem ugryzienie na brzuchu i dwa koło lewego sutka. Hmm, takich rzeczy nie pamiętam, ale cóż. Po całej sprawie Junmyeon stwierdził, że gdybyśmy byli w domu, a ja wypiłbym więcej to cnota nie byłaby już cząstką mnie. Po prostu poleciałaby na wakacje. Nie mam pojęcia jakby to wyglądało. Nic nie wykluczam. Jednak pewna sprawa mnie boli. Nic się nie zmieniło, a nawet pogorszyło. Prawie nie piszemy ze sobą. Nie widujemy się. Zdaję sobie sprawę, że nie przywiązał zbyt wielkiej wagi do tego pocałunku, a jednak uciekam myślami do wspomnień z 10 lipca. Szczerze mówiąc, to zostało mi tylko czekać na studniówkę, na której oboje uchlejemy się i powstanie mała powtórka z rozrywki :’)). Ale jeśli w trzeciej klasie coś się zmieni, to dam znać. Pa, mówił Luhan, który utknął po szyję w gównie powszechnie nazywanym ‘friendzone’.