Wszystko zaczęło się od
tej cholernej soboty. Wyszedłem z domu pewny siebie, w nowej marynarce
idealnie dopasowanej do mojego wspaniałego ciała. Z szerokim uśmiechem
człowieka sukcesu wkroczyłem do najlepszego seulskiego klubu. Usiadłem
przy barze i spokojnie sącząc drink rozglądałem się po pomieszczeniu.
Nie znajdując nikogo ciekawego odwróciłem się do barmana i BUM!
Zapomniałem gdzie jestem, jak się nazywam i ile mam lat. Byłem tak
zszokowany, że prawie upuściłem swój kieliszek. Mam tylko nadzieję, że
nie miałem otwartych ust, kiedy na niego patrzyłem. Jeśli kiedykolwiek
mówiłem komuś, że jestem heteroseksualny, to musiałem być pijany.
Wychodząc z klubu próbowałem rozwiązać zagadkę mojego życia: jakim
cudem, 100% hetero w jedną minutę stał się homo? Chociaż nie, jeśli
patrzeć na sprawę jasno, to nie interesują mnie faceci. Chcę tylko jego.
Ale najlepsze jest to, że nie potrafiłem się do niego odezwać. Ja, Kirs
Wu, jeden z najlepszych koreańskich prawników, łamacz kobiecych serc i
człowiek sukcesu nie potrafiłem odezwać się do smarkacza stojącego za
ladą. Staczam się. Z tego wszystkiego wszedłem do przydrożnego sklepiku i
kupiłem pierwsze lepsze papierosy. Zaciągając się dymem zorientowałem
się, że łamię jedną z moich najważniejszych zasad (nie palić). Całą siłą
woli zebrałem się i ruszyłem z powrotem do baru. Fajki oddałem
bezdomnemu, który krzyknął "Bóg ci w dzieciach wynagrodzi". Zaśmiałem
się w duchu - nie tym razem. Siadając na tym samym miejscu i zamawiając
tego samego drinka czułem na sobie spojrzenie blondyna.
-Widzę, że wróciłeś - powiedział z uśmiechem, stawiając przede mną kolorowy napój.
-Musiałem
wykonać ważny telefon - lepszej wymówki nie znalazłem. Odchrząknąłem i
przybrałem najbardziej obojętną minę na jaką było mnie stać. -Pracujesz
tu od niedawna? Pierwszy raz cię widzę.
-Właściwie to moja pierwsza
zmiana - wyjaśnił, w między czasie realizując kolejne zamówienie. -
Trudno było tu dostać pracę, mają strasznie wysokie wymagania.
-Nie dziwię się, tutaj przesiadują sami bogacze, a oni wymagają.
-Nie ma to jak dobra reklama. Przyznawaj się, pewnie jesteś szefem jakiejś mafii, nie? - rzucił ze śmiechem.
-Mafii?
No co ty! Raczej jednej z największych seulskich firm prawniczych -
poprawiłem go, chociaż wziął to chyba za żart, bo zaśmiał się lekko i
poszedł do innych klientów. Boże, gdzie podziała się moja charyzma i
poczucie humoru?
Trudno było go określić.
Zbywał zaloty lasek oblegających bar, ale też ani razu nie spojrzał w
moją stronę (czego nie mogę powiedzieć o pozostałych dziewczynach w
klubie). Po prostu wykonywał swoją robotę. Kiedy obsługiwał innych
klientów przyjrzałem się mu uważniej i mogę stwierdzić, że:
1# Od tyłu wygląda tak samo dobrze jak z przodu.
2# Z takim ciałem może spokojnie pracować w modelingu.
3# A z takim tyłkiem... wcale nie wychodzić z mojej sypialni.
4# Ma lekko umięśnioną klatkę piersiową (ahh, kochanie noś luźne bezrękawki cały czas).
5# Jego długa, chuda szyja idealnie pasowałaby do moich ust.
6# Ma wąskie usta, prosty nos i zimne oczy. Boże, ta twarz będzie mi się śnić po nocach.
Już na wstępie mógłbym
krzyknąć: BIERZ MNIE, MOJE AUTO, MIESZKANIE I KARTY KREDYTOWE. No ale...
nie chcę wyjść na napalonego palanta i stracić jakiekolwiek szanse na
zgłębienie jego... hmm.. osobowości.
Posiedziałem jeszcze 15 minut, rozejrzałem się, pokręciłem się i wróciłem do domu. Podsumowując:
-nie wiem jak się nazywa
-nie wiem ile ma lat
-nie wiem czy jest homo ewentualnie bi
MIODZIO, JESTEM W DUPIE.
*
Od mojego fatalnego
zauroczenia (zakochaniem bym tego nie nazwał) minęło sporo czasu. Oprócz
tego, że dowiedziałem się, jak się nazywa (Sehun) to nic się nie
zmieniło. No może jedynie to, że jestem w klubie co sobotę, a wcześniej
bywałem tam raz na ruski rok (najważniejsze, że on o tym nie wie). Jest
sierpień, dokładnie 19 i siedzę od godziny na cholernym spotkaniu
integracyjnym w mojej firmie. Atmosfera jest dość napięta, ale wszyscy i
tak udają, że jest świetnie. Zgaduję, że nie mam zachęcającej miny, bo
ludzie omijają mnie szerokim łukiem. Na co dzień jest tak samo, a
zawdzięczam to mojemu bitch fejsu i chłodnemu charakterowi. Ludzie wolą
mnie raczej unikać i nie narażać się. Jedynym wyjątkiem jest Kim Jongin –
szef działu finansów. Inteligencji za grosz, gust marny i brak kultury.
Dostał tę posadę dzięki ojcowi (kto by się spodziewał?), ale i tak wozi
się po firmie jak król. Z tego co słyszałem to rucha wszystko co się
rusza i cud, że jeszcze nie ma HIV-a. No cóż, jak dla mnie to tylko
kwestia czasu. Ale najgorsze z tego wszystkiego jest to, że tek gnojek
uwielbia mnie drażnić. Robi to przy każdej okazji i nieźle mu to
wychodzi. Gdybym mógł to wylałbym go na zbity pysk, ale cóż. Nade mną
jest jego ojciec, więc mogę sobie pomarzyć. No i oczywiście kto dosiada
się obok mnie?
-Jak tam, prawiczku? – wali na wstępie z drwiącym uśmiechem.
-Było dobrze zanim przyszedłeś, teraz trochę śmierdzi, ale zbytniej różnicy nie czuję.
-Łohoh, jaki cwaniaczek się z ciebie zrobił. Uważaj, bo jeszcze cię polubię – parska.
-Wtedy
bym nie przeżył. Tak w ogóle, nie masz co robić? Dziwki ci się
skończyły? – tak, Wufan. Prowadź rozmowę na poziomie podstawówki, to ci
najlepiej wychodzi.
-Aić! Krisałke, co ty taki drażliwy? Stało się coś? – spojrzał na mnie znad szklanki, w jego oczach widać było zaciekawienie.
-Muszę siedzieć w tej dziurze i gadać z palantem, którego nienawidzę. Zajebiście nie?
-O
proszę! U mnie to samo! Co za zbieg okoliczności – zrobił pauzę i
rozejrzał się dokoła. – Jedyne co teraz możemy zrobić, to zmienić lokal.
-A może tak lokal i towarzystwo? Wydaje mi się, że to lepszy pomysł – prychnąłem i wstałem od stolika.
-Chcesz
się mnie pozbyć? Kochanie, jeszcze nie pokazałem na co mnie stać –
błysnął zębami. – Chodźmy do ''Tokio lights", tam przynajmniej robią
lepsze drinki.
Chcąc, nie chcąc
wyszedłem z Jonginem z biurowca i skierowałem się w stronę dobrze
znanego mi klubu. Po 10 minutach doszliśmy na miejsce i usiedliśmy przy
barze. Siedząc na swoim ulubionym miejscu czułem się dziwnie.
Odzwyczaiłem się od kontaktu z ludźmi. Moje co sobotnie wypady
ograniczały się do kilku drinków, rozmowy z Sehunem i niezobowiązującym
tańcu z jakimś nieznajomym. Nie miałem nawet ochoty na szybkie numerki i
balowaniu do rana. Boże, zaczynam robić się jak Suho. Gdyby nie praca,
byłby kwoką domową. A było tak pięknie zanim poznał Luhana. Te epickie
imprezy i przewalanie 1/3 wypłaty na alkohol i striptizerki. Teraz
zostały tylko wspomnienia z tych nocy, na które szczerze mówiąc przeszła
mi chęć. Uhh, czuję, że zmieniam się przez tego dzieciaka. Jak to
możliwe skoro nawet nie znamy się bliżej? Muszę to zakończyć, czas na
powrót starego Wu Fana. Westchnąłem ciężko i spojrzałem na profil
Jongina. Nie Kris, nie zniżysz się do tego poziomu. Nawet nie rozważaj
możliwości pójścia do łóżka z tą pizdą.
-Co jest? Wyglądasz jakbyś się miał zaraz zesrać – rzucił kpiąco.
-Zawsze się tak czuję w twoim towarzystwie, Kim – prychnąłem i odwróciłem się od niego.
-Przestań
w końcu być taki poważny, rozerwij się trochę – mruknął podnosząc wzrok
na chłopaka przed nami. W jego oczach od razu zobaczyłem
zainteresowanie. Spoglądając w to samo miejsce zakląłem pod nosem. Kim
dostrzegł Sehuna, który najwidoczniej kończył już zmianę. Blondyn
przybił piątkę z kolegą, który go zastąpił i zniknął za drzwiami dla
personelu. Po kilkudziesięciu minutach, które spędziłem z Jonginem w
ciszy moje oczy odnalazły sylwetkę chłopaka w tańczącym tłumie.
Zazwyczaj widzieliśmy się o innych porach, więc po raz pierwszy
zobaczyłem jego ciało płynnie poruszające się w rytm dudniącej muzyki.
Konsumowałem jego ciało zatrzymując się na każdej pojedynczej części
przez ułamek sekundy. Z mojego transu wybił mnie czarnowłosy, który
podniósł się z krzesła. Sprawnym ruchem zdjął marynarkę i podwinął
rękawy koszuli aż do łokci. Pozbył się krawata, rozpiął dwa pierwsze
guziki. Jego twarz była spokojna, powiedziałbym nawet, że na swój sposób
przystojna. Chłopak poklepał mnie po ramieniu i ruszył na parkiet.
Prosto do Sehuna. Zacisnąłem szczękę na widok ich ciał znajdujących się
tak blisko siebie. Oddychałem głęboko patrząc jak Jongin ustawia się za
jego plecami i przylega do niego szczelnie. Jedna dłoń wylądowała na
podbrzuszu blondyna, druga swobodnie zwisała. Odwróciłem wzrok dopiero
gdy zobaczyłem usta ciemnowłosego przylegające do jasnej szyi. Wkurzany
dopiłem do końca drinka i opuściłem klub. Nie mogłem rościć żadnych praw
do chudego blondyna, który zaprzątał moją głowę od kiedy tylko go
zobaczyłem. Ominąłem postój taksówek i ruszyłem w dół ulicy. Zaśmiałem
się gorzko na swoją głupotę. Jak w tamtym momencie mogłem poczuć
zazdrość? Powinienem już dawno dać sobie z nim spokój. Mając 28 lat
powinienem zmądrzeć. Brać się za dzieciaka, to takie nie w moim stylu.
Na to może sobie pozwolić Kim, jest młodszy, przystępniejszy.
Przeczesałem włosy sfrustrowany. Postanowiłem wybić sobie z głowy Oh
Sehuna. Jego smukłe ciało, bystry wzrok i lekki uśmiech.
*
Grudzień od zawsze źle
mi się kojarzył. Pomimo całej swojej osobowości nie lubię zimy. Wolę
wiosnę, która jest w sam raz dla mojego ciała. Do niej jednak musiałem
trochę poczekać. Teraz zostały mi samotne wieczory, które urozmaicał
Baekhyun. Jest cudowny, naprawdę. Jednak jego głowę zaprząta całkiem
inna osoba, do której nie umie się zbliżyć. Czerpiemy więc obaj z tej
relacji tyle ile się da. Znamy się od dawna, bo współpracujemy w firmie
od kilku ładnych lat. Dopiero teraz zbliżyliśmy się do siebie. Co z
tego, że chłopak ma przed oczami całkiem inną osobę, gdy uprawiamy seks?
To jest najmniej istotny szczegół. Mnie do tej pory nie zainteresował
nikt konkretny, pozostałem obojętny na wszystkich dookoła. Tak mijały
moje dni, które nie różniły się od siebie praktycznie niczym. Odpuściłem
sobie nawet wypady do ulubionego klubu. Nie chciałem zobaczyć tej
jednej osoby, o której prawie całkowicie zapomniałem.
Siedząc za swoim
biurkiem przeglądałem papiery, które dostarczył mi wcześniej Junmyeon. W
tekście wyłapałem kilka niezgodności, więc postanowiłem wszystko
uściślić zanim przekażę dokumenty w dalsze ręce. Podniosłem się z
krzesła w fatalnym dla mnie momencie. Mój wzrok od razu spoczął na
szczupłej sylwetce uśmiechniętego blondyna. Nic się nie zmienił. Był tak
samo idealny co pięć miesięcy temu. Ściągnąłem brwi skanując jego
ciało. Miał na sobie czarną czapkę beanie i lekką kurtkę, zdecydowanie
nieodpowiednią na tę porę roku. Może to niedorzeczne, że po tak długim
czasie jedyne o czym myślałem to to, że może się przeziębić. Jednak po
krótkiej chwili zadałem sobie ważne pytanie. Co on tu robi? Odpowiedź
nadeszła sama. Naprzeciw niego zmaterializował się Jongin, który od razu
objął go ciasno i zapewne zganił za coś, bo Sehun skrzywił się
nieznacznie i uciszył czarnowłosego pocałunkiem. A więc są parą?
Cudownie. Całą frustrację postanowiłem wyładować na sprzątaczce, która
nie zasłoniła szklanej szyby wychodzącej na korytarz. Co z tego, że sam
mogłem to zrobić w każdym momencie? Pokręciłem głową zbierając wszystkie
papiery. Możliwe, że właśnie przez te pierdolone rolety nie widziałem
chłopaka wcześniej w firmie. Westchnąłem ciężko i wyszedłem z gabinetu
kierując się do windy. Po drodze minąłem parę, która szła w przeciwnym
kierunku. W oczach blondyna dostrzegłem zdziwienie, ale nie dałem po
sobie poznać jakichkolwiek emocji. Gdy blaszane drzwi zamknęły się
wypuściłem powietrze i poluźniłem krawat.
Wciąż był cholernie pociągający.
*
-Kim wkręcił swojego
przydupasa do firmy – warknął Xiao. – Jak mnie coś takiego wkurwia! Na
jego stanowisko zgłosiło się ponad 30 osób! A on od tak sobie zatrudnia
byle kogo.
-Jesteś poważny? Od kiedy zaczyna? Uprzykrzę mu trochę
życie – pochyliłem się w krześle opierając łokcie na kolanach. Zbierało
mi się na śmiech przez hipokryzję Luhana, On w identyczny sposób dostał
awans dzięki Junmyeonowi.
-Od poniedziałku – wypluł wściekle. –
Kris, postaraj się, proszę cię. Nie znoszę Jongina, to zasrany
maminsynek. Twoi asystenci i tak zazwyczaj często odpadają, po prostu
niech to się stanie szybko. A ja znajdę odpowiednią osobę na jego
miejsce.
-Moim najlepszym asystentem byłeś ty, ale zechciało ci się pofrunąć dalej – wzruszyłem ramionami.
-Masz
mi za złe chęć rozwijania się? To nie jest byle jaka firma, tu trzeba
trzymać renomę. A zatrudniając kogoś za ładną twarz do niczego nie
dojdziemy! – uderzył dłonią o blat biurka wydmuchując przy tym wściekle
powietrze.
-Nie bulwersuj się tak, pamiętaj kto sprawuje tu władzę. Jeśli się nie nada odpadnie w tym samym tygodniu.
*
Usłyszałem lekkie
pukanie w drzwi, przez które musiałem odwrócić wzrok od komputera. Z
moich ust padło swobodne 'proszę' i do pomieszczenia wszedł chłopak
ubrany w schludną białą koszulę i czarne spodnie. Jasne włosy były
zaczesane do tyłu nadając odrobinę powagi podłużnej twarzy. Byłem
przygotowany na wszystko tylko nie na to, że zobaczę przed sobą Sehuna.
Nie potrafiłem ukryć zdziwienia przez co na jego usta wpłyną lekki
uśmiech.
-Dzień dobry, panie Wu.
Od dziś zaczynam pracę jako pański asystent – mimo formalnych zwrotów
słyszałem coś specyficznego przy wymawianiu 'pan'. Kiwnąłem głową na
krzesło, na które blondyn po chwili usiadł.
-Nie spodziewałem się ciebie tu zobaczyć – oparłem się plecami o fotel prostując przy tym nogi.
-Cóż, nawet nie marzyłem o pracy tutaj, ale jak już się pan pewnie zorientował dostałem małe fory dzięki Jonginowi.
-Przynajmniej jesteś szczery. Poradzisz sobie? Jesteś dość młody, co ze studiami?
-Skończyłem
trzeci rok studiów dziennych, więc przez pozostałe dwa postanowiłem
przebrnąć na zaocznych – tu widocznie się zawahał, bo spuścił wzrok
przygryzając przy tym wargę. To było nieczyste zagranie. Doskonale
wiedział, że nie przyjmujemy osób bez tytułu magistra, a on nawet nie
ukończył swojego kierunku.
-I myślisz, że mając takie informacje dam
ci tu pracować? To poważna firma – skupiłem na nim wzrok. – Nie
potrzebujemy niewykwalifikowanych pracowników, Sehun.
-Szybko się
uczę, poradzę sobie – spojrzał mi w oczy po czym z lekkim zawstydzeniem
wypowiedział tylko dwa słowa – proszę, Kris.
*
Po odprawieniu Sehuna
zrozumiałem jak wielki błąd popełniłem. Praca z nim w jednej firmie
będzie dla mnie katorgą. W dodatku Jongin będzie mógł go pieprzyć kiedy
tylko zapragnie. Jednak jest w tym chłopaku coś przez co nie mogłem mu
odmówić. Może to ton głosu? Proszące spojrzenie? Wszystko we mnie
krzyczało żebym zamknął go w klatce, gdzieś daleko od pozostałych ludzi i
opiekował się nim. Denerwowała mnie ta słabość. W dodatku byłem pewny,
że przez jego obecność w firmie Luhan stanie się nieznośny. Wszystko
waliło mi się na kark, a ja nie mogłem nic na to poradzić.
Pierwsze dni pracy były
najgorsze, bo nie byłem oswojony z myślą, że mam go na wyciągnięcie
ręki. Co do samej pracy – dawał sobie radę, chociaż zdarzały się
potknięcia, których nie zapominałem mu wytykać. Stałem się jeszcze
bardziej oziębły, o ile w ogóle jest to możliwe. Sehun nie przejmował
się tym zbytnio, znosił moje opryskliwe uwagi i kiepski humor. Co do
Jongina... Zaczął mnie irytować po tysiąckroć razy bardziej. Subtelnie,
lecz widocznie pokazywał do kogo należy Oh. Po dłuższym czasie
przestałem to ignorować. Zwłaszcza gdy widziałem nowe malinki na szyi
blondyna po kolejnej wizycie w gabinecie Kim'a.
-Nie przesadza czasem? –
spuściłem wzrok na smukłą szyję gdzie pomimo wysokiego kołnierza można
było dostrzec mocne ugryzienie podkreślone granatowym siniakiem. Chłopak
momentalnie przetarł dłonią bolące miejsce. – Są inne sposoby na
wyładowanie frustracji seksualnej.
-Nie sądzę by pan, panie Wu, był delikatniejszy – ciemna brew powędrowała do góry, gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały.
-Skąd
taki wniosek? – prychnąłem wstając od biurka. Podszedłem do niego z
wolna rozpinając jeden guzik koszuli. Ciemne tęczówki zatrzymały się na
moim jabłku Adama gdy przełknąłem ślinę.
-Po prostu przypuszczenia –
nie ruszył się z miejsca nawet gdy stanąłem naprzeciw niego.
Wyciągnąłem dłoń zabierając od niego papiery.
-Nie znasz mnie od tej
strony, Sehun – szepnąłem pochylając się nad jego uchem. Chłopak
wypuścił głośno powietrze, co niesamowicie mnie pobudziło. Powstrzymałem
jednak chęć dotknięcia jego skóry i wyszedłem z gabinetu
. Gdy drzwi były szczelnie zamknięte usta blondyna rozszerzyły się w subtelnym uśmiechu, ''ale chciałbym poznać, panie Wu''.
*
Z niemałym zadowoleniem
zauważyłem, że zaczęliśmy prowadzić pewną grę. Ledwo widoczne gesty,
zaczepki słowne. To wszystko mnie nakręcało, a wiadome jest, że nie
należę do osób cierpliwych. Z czasem narastało we mnie przekonanie, że
to młodszy bawi się lepiej. Moja duma nie mogła tego zdzierżyć.
Postanowiłem więc postawić wszystko na jedną kartę.
-Sehun, przyjdź do mnie.
Tak, teraz. Nie obchodzi mnie, że za 10 minut kończysz pracę. Dzisiaj
nabijesz nadgodziny – odłożyłem telefon i pozbyłem się krawata. Biuro
już opustoszało, wszyscy chcieli jak najszybciej wrócić do domu.
Zapierdol był na końcówkach sezonu, wtedy nikt nie narzekał, gdy
pracował po 12 godzin dziennie, dlatego teraz korzystali póki mogli.
-Jestem, prezesie – wyraźnie zdenerwowany chłopak wszedł do mojego gabinetu.
-Nie zapukałeś – kiwnąłem głową na drzwi, co ten skomentował głośnym westchnięciem.
-Stało
się coś ważnego? Inaczej nie wzywałby mnie pan pod koniec dnia –
pominął moją uwagę. Stanął naprzeciw biurka, najwidoczniej mu się
spieszyło, bo nawet nie spojrzał na krzesło. – W piątek.
-Zamknij
drzwi na klucz – mruknąłem zatrzaskując laptop, po czym odłożyłem go na
brzeg biurka. Chłopak podniósł brwi do góry i bez słowa sprzeciwu
wykonał polecenie. Gdy odwrócił się w moją stronę na jego twarzy widniał
już niewielki uśmiech.
-Rozumiem, że teraz mogę mówić do ciebie bez
tych wszystkich głupich regułek? – teatralnie poprawił marynarkę i z
grzecznym wyrazem twarzy usiadł w krześle naprzeciw. -Panie prezesie.
-Tego nie powiedziałem – uśmiechnąłem się kącikiem ust. – Wciąż jesteś w pracy, Oh.
-Więc jakie zadanie mi szef przedzieli? Nie zamierzam wykonywać niczego co wykracza poza moje kompetencje.
-Nic
wielkiego, nazwijmy to integracją – zdjąłem marynarkę wieszając ją
starannie na oparciu fotela. – Przecież musimy dobrze się dogadywać, by
współpraca szła nam sprawnie.
-Och, teraz wszystko rozumiem –
pokiwał głową wstając powoli. Bez skrępowania okrążył biurko na którym
usiadł od niechcenia. Jego krawat niedbale wylądował na podłodze.
-Wydaje
mi się, że jako asystent jednak na zbyt dużo sobie pozwalasz –
zmarszczyłem brwi patrząc na niego 'srogo'. – Takie zachowanie możesz
zatrzymać dla swojego partnera.
-Jakiego partnera, panie Wu? – podniósł niewinnie brwi, gdy z wolna rozpinał guziki lnianej koszuli. – Nie wiem o kim pan mówi.
-Jeszcze
nie zaczęliśmy, a już o nim zapomniałeś? – podniosłem się opierając
dłonie obok jego bioder. Blondyn bez pośpiechu skończył wykonywaną
wcześniej czynność. Zsunął z ramion materiał i oparł się łokciami o blat
za sobą.
-Masz taki sam wzrok jak wtedy, gdy zobaczyłeś mnie
pierwszy raz w klubie. Byłeś tak rozkosznie zdezorientowany. Nie mogłeś
ode mnie oderwać wzroku. Od razu było widać, że jedyne o czym myślałeś
to twój penis we mnie. Chciałeś mnie pieprzyć na oczach wszystkich,
prawda? Można z ciebie czytać jak z otwartej księgi, Kris - westchnął
lekko i posłał mi rozbawione spojrzenie spod gęstych rzęs.
-Odchodzisz
od tematu – pokręciłem głową pochylając się nad jasną skórą. Moje usta
nareszcie dotknęły jego ciała. Z czystą przyjemnością składałem mokre
pocałunki na jego podbrzuszu, bokach i klatce piersiowej. W pewnym
momencie zniecierpliwiony chłopak przyciągnął mnie do mocnego pocałunku,
co odebrałem jako małe zwycięstwo. Rysowałem powolne kółka na jego
biodrach, gdy nasze języki ocierały się o siebie. To było tak cholernie
relaksujące, brakowało mi jedynie łóżka i miękkiej pościeli. Ale i na to
znajdzie się czas.
-Wyobrażałeś już nas w tej sytuacji? – uśmiechnął się leniwie przeczesując moje włosy. -Bo ja tak, i to niejednokrotnie.
-Więc
co powinienem zrobić teraz? – przymknąłem oczy na tę delikatną
pieszczotę. Blondyn przez chwilę kręcił kosmyk moich włosów na palcu, aż
nie wypowiedział cicho kilku słów. Nie wiedziałem czy udaje czy
naprawdę jest zawstydzony.
-Obciągnąć mi – wymamrotał nie patrząc mi
przy tym w oczy. Nie wiem jak wygląda sytuacja między nim a Jonginem,
ale dla mnie to nie stanowiło najmniejszego problemu.
-Zrobię coś o
wiele lepszego – wycisnąłem ostatni pocałunek na jego ustach nim
zacząłem wargami zjeżdżać w dół. Bez pośpiechu rozpiąłem jego spodnie i
zsunąłem je z długich nóg. To samo zrobiłem ze slipkami. Znów usiadłem w
fotelu, który przysunąłem do biurka. Sehun nie spuszczał ze mnie
wzroku. Wciąż opierał się na łokciach utrzymując całe ciało spięte.
Zarzuciłem jego nogi na swoje barki po czym z wolna zacząłem lizać
wewnętrzną stronę gładkich ud. Gdy byłem coraz bliżej jego intymnego
miejsca klatka piersiowa blondyna zaczęła poruszać się w szybszym
tempie. Nie denerwowałem się choć to pierwszy raz z mężczyzną. Wiem, że
mam sprawny język, więc po prostu postanowiłem dobrze go wykorzystać.
Przesunąłem nim po wejściu chłopaka za co zostałem nagrodzony stłumionym
jękiem. Zachęcony rozszerzyłem jego wejście po czym najzwyczajniej
wszedłem w niego językiem. Usłyszałem dźwięk opadających pleców na blat i
kilka przekleństw. Nie przestawałem mu dogadzać mimo lekkich uderzeń
pięt o plecy i skomlenia. Jednak mój własny problem zaczął mi nadmiernie
przeszkadzać, więc odsunąłem się od Oh i szybkim ruchem rozpiąłem pasek
od spodni.
-Kurwa, Kris, nie w takim momencie, proszę cię – warknął
gdy tylko odczuł brak mojego języka w sobie. Zaśmiałem się zsuwając
materiał do kolan, po czym rozsunąłem jego uda szeroko.
-I tak już za
długo czekałem – szybkim ruchem wszedłem w niego na co chłopak
przycisnął pięść do ust, by nie krzyknąć. Nie cackałem się, od razu
zacząłem wykonywać mocne pchnięcia, które kończyły się typowym odgłosem
obijających się od siebie ciał. Hun w końcu odsunął dłoń od ust, więc
dodatkowo w pomieszczeniu słuchać było niskie sapnięcia i zadowolone
mruczenie przeplatane jękami. Nie musiał mnie prosić o przyspieszenie,
bo poruszałem się w nim w zawrotnym tempie. W pewnym momencie, nie
wiadomo skąd w mojej głowie pojawił się obraz znienawidzonego bruneta.
Momentalnie pogłębiłem ruchy wbijając się w niego wręcz drapieżnie. -Jak
się czujesz, Sehun? Lepiej niż z Jonginem? – warknąłem mu do ucha
brutalnie pieprząc jego tyłek. Chłopak otworzył usta, ale zdołał wydusić
z siebie jedynie strzępek słowa i serię jęków. Jego ciało odpowiedziało
za niego – rozłożył szerzej uda i kurczowo złapał się brzegu biurka.
Wiele razy wyobrażałem sobie tę sytuację, ale rzeczywistość okazała się
inna. Lepsza, mocniejsza, bardziej satysfakcjonująca. Sehun nie stał się
uległym chłopcem, dalej była w nim nutka wyższości. Wiedział, że ma
nade mną władzę, bo nie mogę z niego zrezygnować. Za bardzo mnie
pociąga. Przeniosłem dłoń na jego pulsującego członka na co szybko
pokręcił głową. Prawie w tym samym momencie doszedł intensywnie na swoje
podbrzusze. Nie sądziłem, że stanie się to tak szybko. Z lekkiego
zdziwienia wyrwał mnie sam blondyn podnosząc się i dłonią popychając do
tyłu. Gdy siedziałem już w fotelu, Sehun usadowił się pomiędzy moimi
udami szybko biorąc moją męskość w usta. Odruchowo złapałem go za włosy
wypuszczając całe powietrze z ust. -Robisz to lepiej niż niejedna kurwa,
Oh – sapnąłem gdy jeździł ustami po całym moim trzonie.
-Nie wiem
czy mam to odebrać jako komplement czy jednak nie – zaśmiał się
uprzednio wyciągając z mlaśnięciem penisa z ust. Wyprostował się i
prosząco rozchylił wargi. Szybko pochyliłem się całując go mocno, gdy
przyśpieszył ruchy nadgarstka. Po krótkiej chwili doszedłem na jego tors
przez co oderwałem się od napuchniętych już warg blondyna. Opadłem na
oparcie krzesła oddychając szybko. Młodszy okrążył biurko i sięgnął po
chusteczki, by pozbyć się białej substancji na swoim ciele. Miał
rozleniwiony, ale szczęśliwy wyraz twarzy, który świadczył o tym, że
dobrze wykonałem swoją robotę.
-Będziesz teraz leciał na dwa fronty? – przejechałem wzrokiem po jego nagiej klatce piersiowej.
-Jeśli będę musiał – wzruszył od niechcenia ramionami. Prowokował mnie swoim zachowaniem, jednak zdusiłem w ustach ostre słowa.
-Skończ z nim, masz być tylko mój – ścisnąłem szczękę patrząc na niego mocno. Zobaczyłem zmianę w jego oczach.
-Zmuś mnie - wyszeptał z lekkim uśmiechem. Podniosłem się z fotela znów zbliżając do tego kuszącego ciała.
-Z przyjemnością.